Jest coś nieustraszonego w twórczości Christophera Paula Stellinga. Dysponuje głosem, który brzmi jednocześnie staro i młodo. Bez wysiłku gra na gitarze swoje palcówki, a całość okrasza tekstami, które są zarówno dramatyczne, jak i autobiograficzne. Te dźwięki odzwierciedlają niespokojnego ducha młodego człowieka, który opuścił dom, by podróżować po świecie i razem ze swoją gitarą śpiewać swoje piosenki stojąc samotnie na scenie, grając w wypełnionych po brzegi domach, a czasami niemal pustych pokojach. 


  • Wykonawca Stelling Christopher Paul
  • Data premiery 2015-07-03
  • Nośnik CD
Więcej

Ten tragicznie zmarły w 1991 roku wokalista, współpracował z całą plejadą gwiazd naszej estrady. Dżamble, Anawa, Michał Urbaniak to tylko niektórzy z nich. Jednak największą popularność zdobył występując jako solista. Jego niespotykana barwa głosu pozwalała mu śpiewać, praktycznie każdy gatunek muzyki: jazz, rock, pop. Wylansował wiele przebojów – „Byłaś serca biciem”, „Siódmy rok” wszyscy doskonale je znamy. Przebojów, dzięki, którym zawsze będziemy pamiętać tego niezwykłego artystę.


  • Wykonawca Zaucha Andrzej
  • Data premiery 2004-01-01
  • Nośnik CD
Więcej

Debiutancki album cenionego amerykańskiego aktora, który ma na koncie między innymi występy na Broadwayu, w mega produkcjach "Pitch Perfect" i "Pitch Perfect 2", a za swoje aktorskie umiejętności otrzymał nagrody Tony i Emmy. Album "Sing To Me Instead" promowały piosenki "Bad Habit" i "Ease My Mind". Że Ben umie śpiewać, wiedzą doskonale ci, którzy mieli okazję go oglądać w głównej roli w musicalu "Dear Evan Hansen".


  • Wykonawca Platt Ben
  • Data premiery 2019-04-12
  • Nośnik CD
Więcej

Kolejne winylowe wydawnictwa w serii Złota Kolekcja. Tym razem Andrzej Zaucha i Novi Singers. Na czarnym krążku znajdziemy wybór utworów danego artysty z wersji cd. Prawdziwa gratka dla wiernych odbiorców serii Złota Kolekcja. Do perkusji zasiadł namówiony przez ojca, tajniki gry na saksofonie i harmonijce ustnej zgłębił samodzielnie, śpiewać nie uczył się wcale, bo śpiewać umiał od zawsze. Był jedną z barwniejszych postaci polskiej estrady, ale w pamięci zapisał się jako wyśmienity wokalista obdarzony przez los talentami – niezwykłą barwą i skalą głosu, imponującą muzykalnością, wspaniałym poczuciem rytmu, estradowym wdziękiem i umiejętnością szybkiego nawiązywania kontaktu z publicznością. Gdyby od piosenki Czarny Ali-Baba przyszło mu zaczynać karierę piosenkarską, szybko stałby się ulubieńcem tłumów. Ale właśnie wtedy obchodził jubileusz dwudziestolecia pracy estradowej. Podczas jubileuszowej fety w teatrze STU przypomniano mu amatorskich Czartów, a także Beatmenów i Telstar, przygrywających rówieśnikom do tańca, krakowskich dixielandowców z Old Metropolitan Band i Beale Street Band, rockmanów z Kwadratu i Grupy Doktora Q, a nawet kabaretowe trio Sam, czyli Sikorowski, Piasecki i Zaucha. Śpiewać zaczął w Dżamblach od standardów bluesowych i rockowych. Ale w ówczesnych realiach drogę do radia i telewizji otwierały banalne piosenki. Z pomocą Strzeleckiego kurka złożył daninę ekranową, by już nieskrępowanie – jak pisali o nim i Dżamblach krytycy – wyprzedzać czas i „zasypywać przepaść dzielącą modne i wciąż mocne uderzenie i trudny jazz”. Tę muzykę ktoś słusznie nazwał wkrótce jazz-rockiem. Kariera Dżambli, choć krótka, wyznaczyła Andrzejowi Zausze stałe miejsce na polskiej scenie muzycznej. Pierwsza płyta prekursorów polskiego jazz-rocka okazała się jednak ostatnią. Andrzej Zaucha trafił do Anawy, opuszczonej przez Marka Grechutę. Współpraca z nią zaowocowała nowymi doświadczeniami, w których bardziej niż jazzowe frazowanie, liczyła się interpretacja tekstu, walor słowa wyartykułowanego z wyśmienitą dykcją. Ale i ta przygoda muzyczna Zauchy trwała krótko. Ślad na szczęście pozostał, a Andrzej Zaucha stał się artystą rozpoznawalnym. Zanim jednak znalazł swoje miejsce w muzyce, spędził za granicą sześć lat, grając i śpiewając w zespole rozrywkowym Mini Max. Powrócił na estradę w 1980 roku. I wtedy okazało się, jak bardzo jest potrzebny polskiej piosence. „Trzeba robić to, co się lubi i wtedy robi się to dobrze”. Mówił tak, gdy trenował kajakarstwo i odnosił sukcesy sportowe. Tej samej zasadzie hołdował, gdy zauroczyła go muzyka. Kolejne doświadczenia systematycznie wyzwalały drzemiące w nim zdolności artystyczne. Wystąpił w spektaklach muzycznych. Pojawił się też w epizodycznych rolach filmowych. „To świetny aktor, który gra piosenkarza” – powiedział kiedyś o nim profesor Bardini. Zaucha jazzman korzystał z każdej okazji, by pokazać, co tak naprawdę jest jego „serca biciem”. „Bo – jak mówił w jednym z wywiadów – jazzowe kawałki to po prostu ładne piosenki. Wszystko zależy tylko od tego, jak się je poda”. Swoboda we frazowaniu, wyczucie swingu, nieco chropawy głęboki głos o „czarnej” barwie były znakiem firmowym jego jazzowej wokalistyki. Jego najlepsze dni miały dopiero nadejść. Dożywał czasów, gdy mogły się spełnić marzenia każdego artysty. Stało się jednak inaczej. Zginął 10 października 1991 roku, zastrzelony wraz z towarzyszącą mu aktorką Zuzanną Leśniak. Zabójcą był jej mąż, francuski reżyser Ives G. Co po nim zostało? Trochę rozwichrzonego dorobku, którego nikt wcześniej nie porządkował. Kilkanaście wywiadów prasowych, recenzje płyt, kilkadziesiąt teledysków i setki artykułów omawiających sensacyjne okoliczności jego śmierci. Tracklista:Side A1. Naga rzeka2. Blues o rannym wstawaniu3. Wymyśliłem ciebie4. Byłaś serca biciem5. Bądź moim natchnieniem6. Ach te babySide B1. Masz przewrócone w głowie2. Wieczór nad rzeką zdarzeń3. Tańcząc w powietrzu4. Dzień Dobry Mr Blues5. O cudzie w tancbudzie6. C'est la vie - Paryż z pocztówki


  • Wykonawca Zaucha Andrzej
  • Data premiery 2016-06-17
  • Nośnik Płyta Analogowa
Więcej

Bezkompromisowy i rewolucyjny album amerykańskich punkrockowców! "Wolves” to ósme studyjne wydawnictwo Rise Against. W obliczu politycznych zawirowań zespół z Chicago postanowił stworzyć album o wyjątkowej wewnętrznej sile. "Wolves” to ścieżka dźwiękowa polowania - płyta z pazurem i charakterem! Przez ostatnie 18 lat Rise Against trzymali się wiernie obranego moralnego kursu, a w swej twórczości artyści wielokrotnie zwracali uwagę na niesprawiedliwość i problemy społeczne. Również tym razem aktualna polityka Stanów Zjednoczonych nie była im obojętna. Chociaż wyrośli w czasach prezydentury Georga W. Busha i tworzyli muzykę na przestrzeni trzech kadencji, to właśnie wynik ostatnich wyborów najsilniej zmotywował ich do działania. Zamiast jednak opowiadać o porażce, muzycy zdecydowali się śpiewać o ludzkim potencjale. Bijący optymizmem krążek, który przetrwa każdego polityka, jest owocem współpracy z producentem Nickiem Raskulineczem, zdobywca GRAMMY, znanym ze współpracy m.in. z Foo Fighters, Alice in Chains czy Deftones, zaś jako największą inspirację przy powstaniu „Wolves” muzycy wymieniają legendarnego tekściarza punkowo-folkowego Billy’ego Braga.


  • Wykonawca Rise Against
  • Data premiery 2017-06-09
  • Nośnik CD
Więcej

Ladinola to godzina muzyki umiarkowanie młodzieżowej. Tytuł jest trochę zwodniczy, choć sporo piosenek nawiązuje do muzyki latynoskiej, ale takiej już oprowadzonej po Warszawie. Nieco się zmęczyła, a smog ją upudrował po naszemu. Na płycie zmieściło się 15 utworów, które skomponował zespół Ludziki, a słowa do nich napisał Pablopavo (i trochę Earl Jacob). Gościnnie na Ladinoli pojawili się: Ola Bilińska, Grzegorz Rytka i Lena Romul. To popowa płyta, zamieściliśmy na niej wiele melodii, które przy odrobinie dobrej woli można uznać za ładne. Gdyby wokalista umiał śpiewać, bylibyśmy od teraz popularni jak Eleni. Nagrania zostały zrealizowane przez Dj Zero i Karola Dobrowolskiego (AgroRecording) w bieszczadzkiej Zagrodzie Magija i na warszawskiej Pradze. Płyta została zmiksowana przez Dj Zero, za mastering odpowiedzialne jest Studio As One. Okładkę płyty zrobił postawny i genialny Krzysiek Bielecki.


  • Wykonawca Pablopavo & Ludziki
  • Data premiery 2017-03-30
  • Nośnik CD
Więcej

John Porter jest Walijczykiem, urodził się w miejscowości Lichfield 15 sierpnia 1950 roku. Po skończeniu studiów politologicznych na Uniwersytecie w Sussex wyjechał w podróż po Europie, mieszkał przez jakiś czas i pracował w dziale zaopatrzenia w bazie wojsk amerykańskich w Berlinie Zachodnim. Na gitarze grał od czasów studenckich. „Nie było to nic poważnego, grałem głównie dla siebie, czasami zdarzało się w pubie lub klubie muzycznym" – mówi po latach. W 1977 przyjechał do Polski i został tu na stałe. Niedługo po przyjeździe, poprzez jazzmana Tomasza Piesiewicza, poznał Korę i Marka Jackowskich. Razem stworzyli grupę Maanam Elektryczny Prysznic, podwaliny pod późniejszy Maanam. Grali przez dwa lata, a gdy Kora z Markiem nie pojawili się na umówionym koncercie we Wrocławiu w maju 1979, John Porter poznał tamtejszych muzyków (gitarzystę Aleksandra Mrożka, basistę Kazimierza Cwynara i perkusistę Leszka Chalimoniuka), wraz z nimi założył Porter Band i zrezygnował z gry w Maanamie. Dziś zastanawia się, czy nie było to zrobione celowo. „Do pewnego momentu byliśmy bardzo sobie przydatni, Korze zbierało się na odwagę by śpiewać, ale przygotowywali się do coraz większych zmian. Ja powoli odchodziłem od ich wizji muzyki, nie chciałem do końca życia grać drugiej gitary" – opowiada Porter. Porter Band zadebiutował podczas Muzycznego Campingu w Lubaniu w lipcu 1979. Jeszcze w tym samym roku zarejestrował debiutancką płytę, która pod tytułem Helicopters pojawiła się w sklepach w 1980 roku. Dzięki niezwykle ekscytującemu połączeniu tradycji rockowej z ówczesną nową falą, to jedna z najważniejszych polskich płyt rockowych wszech czasów – ze świetnymi piosenkami Ain’t Got My Music, Crazy, Crazy, Crazy czy I’m Just A Singer na czele, dziś już standardami polskiej muzyki. Co ciekawe, ostatnią z nich Porter napisał jeszcze będąc w Maanamie i była ona pierwszym utworem zagranym przez jego nowy zespół. „Śmieszny był to czas, na nagranie płyty mieliśmy cztery dni. Tak wyglądały wtedy nagrania w Polsce - im szybciej, tym lepiej i jeszcze z zegarkiem w ręku sprawdzali, jak długo graliśmy" – wspomina Porter ze śmiechem. Cała płyta zaśpiewana została po angielsku. Zresztą to stała cecha twórczości Johna Portera, artysta nigdy w swojej karierze nie zaśpiewał w języku swojej drugiej ojczyzny. „Próbowałem śpiewać po polsku, ale ze straszliwymi konsekwencjami, nie nadaje się do tego. Dla mnie to fatalny język do śpiewania" – mówi szczerze. Podczas trasy koncertowej promującej Helicopters (już z udziałem Wojciecha Morawskiego w miejsce Chalimoniuka), jeden z koncertów - ten, który odbył się 14 września 1980 w poznańskim klubie Browar - został zarejestrowany. Wydano go później na płycie koncertowej Mobilization w 1982 roku. Niestety na tyle późno, że Porter Bandu już nie było, rozpadł się wraz z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Potem zaczęły ukazywać się solowe albumy artysty, najpierw China Disco z muzyką zainspirowaną jazzem i funky, a potem rozpoczął się akustyczny okres jego twórczości, podczas którego Porter jeździł z gitarą po klubach. Przez kolejnych dziesięć lat pojawiło się kolejnych sześć płyt z jego piosenkami: Magic Moments, One Love, Wings Inside, Life After Sex, It’s A Kid’s Life i Incarnation. Powrotem do elektrycznych brzmień stała się płyta Right Time z 1991 roku nagrana pod szyldem Mirror. Porter pomieszkiwał wtedy w Londynie („Ciekawe, że tam człowiek zaczyna tworzyć zupełnie inną muzykę" – zwierza się), a płyta powstała częściowo tam, częściowo w Warszawie na magnetofonie czterośladowym. Jej producentem był Neil Black. Natomiast powrotem do Porter Bandu była płyta Alexandria, a następnie Porter Band’99, na której to płycie Porterowi towarzyszyli gitarzysta Krzysztof Zawadka, basista Marek „Bruno" Chrzanowski, perkusista Piotr „Posejdon" Pawłowski, a gościnnie wystąpił gitarzysta zespołu Hey, Marcin Żabiełowicz. Porter Band’99 okazał się najlepszą elektryczną płytą artysty od czasów Helicopters, a szczególnymi fragmentami płyty były Leather Skirt, Season. Niestety zespół długo nie pograł rozpadając się w 2001 roku (po występach na festiwalach Przystanek Woodstock i im. Ryśka Riedla). Jednak największy sukces komercyjny Walijczyka był jeszcze przed nim. Okazał się nim duet z dawną wokalistką Varius Manx, Anitą Lipnicką. Wydana w 2003 roku płyta Nieprzyzwoite piosenki rozeszła się w nakładzie przekraczającym 100 tysięcy egzemplarzy i przyniosła kilka przebojów – Bones Of Loves (jeden z największych przebojów śpiewanych po angielsku), Then & Now, Nobody Else. Druga płyta duetu Inside Story pojawiła się we wrześniu 2005, a Porter ma gotową solową płytę o roboczym tytule Psychodelikatesy. Portera można było usłyszeć z płyt Tak, tak Obywatela G.C. („Grzegorz wsadził mnie do studia, dał gitarę akustyczną i kazał zagrać" – śmieje się Porter), Bluebird Golden Life czy Kocham Cię Chłopców z Placu Broni. Można było też zobaczyć go w filmach Miłość z listy przebojów Marka Nowickiego i Klasa na obcasach Małgorzaty Potockiej, w którym to serialu zaśpiewał balladę I Want You, do dziś będącą przebojem w MTV Polska. Warto dodać, że część płyt Johna Portera nie miała swoich kompaktowych wydań. Na Electric Years znajdziecie Państwo elektryczne oblicze Johna Portera. To spokojniejsze i akustyczne pojawi się na drugiej składance z serii Złotej Kolekcji, której premiera będzie wiosną 2006. Leszek Gnoiński


  • Wykonawca Porter John
  • Data premiery 2005-10-01
  • Nośnik CD
Więcej

Anna Calvi, porównywana z PJ Harvey i Edith Piaf młoda artystka wytwórni Domino, wedle rankingu BBC będzie jednym  z największych objawień 2011 roku. Na wspólne koncerty zgrupą Grinderman zaprosił ją Nick Cave, przyjęła też propozycję występów z Interpol.Legendarny producent Brian Eno (U2, Coldplay) mówi o niej: "najwiekszy talent na kobiecej scenie od czasu Patti Smith". Jej debiutancki album "Anna Calvi" to niezwykła mieszanka klimatycznego rockowego grania w tradycji PJ Harvey i Nicka Cave'a oraz retro-glamour spod znaku Edith Piaf czy Niny Simone!“Nagrywając płytę w ciemnej piwnicy domu rodziców, w całkowitej izolacji, łatwo doprowadzić się do szaleństwa. Bywały tygodnie, że nie widywałam słońca! Z pewnością ten niepokój słychać na płycie. W końcu tworzenie tych piosenek zabrało mi prawie trzy lata" - mówi Anna Calvi, nowa wielka nadzieja brytyjskiej sceny rockowej. Przyznaje, że trudno byłoby jej skończyć album, gdyby w pewnym momencie nie dostała wsparcia od wytwórni Domino (m.in. Franz Ferdinand). Kontrakt udało jej się podpisać dzięki rekomendacji samego Briana Eno, którego zachwyciły  jej pierwsze demówki: “Przysłał mi list, pisząc, że w mojej muzyce słyszy inteligencję, romantykę i pasję, a to wszystko czego oczekuje od sztuki. Zaprosił mnie na lunch i bardzo pomógł.” – wspomina Calvi.Dzięki Domino, młoda artystka nawiązała kontakt z Robem Ellisem, który podjął się produkcji płyty. Ellis, znany ze współpracy z PJ Harvey I Marianne Faithfull, wie jak radzić sobie z silnymi osobowościami. Także w tym przypadku udało mu się zdyscyplinować charakterną artystką. Szczęśliwie jednak nie próbował okiełznać jej niezwykłego temperamentu."Ellis to producent ze starej rock'n rollowej szkoły. Jeden z tych, co krzyczą: “walnij mocniej w ten bęben. To właśnie w nim kocham.” - mówi Calvi.  “We dwójkę uwielbiamy też muzykę klasyczną, cenimy tych samych kompozytorów. Dlatego nie musiałam tłumaczyć, o co mi chodzi, gdy mówiłam, że chcę, aby gitara brzmiała jak orkiestra". Anna, która od dzieciństwa uczyła się gry na skrzypcach i zdobyła dobre klasyczne wykształcenie, w wieku 13 lat odkryła gwałtowny geniusz Jimiʼego Hendrixa. Jej unikalna ekspresja to wypadkowa tych, zdawałoby sie skrajnie odmiennych inspiracji. Na żywo Anna występuje zazwyczaj jedynie z towarzyszeniem akordeonu i perkusji, jej muzyka - czasem bardzo intymna – brzmi jednak z dużą mocą. W opinii Calvi minimalizm środków to domena prawdziwych rockowych herosów naszych czasów - choćby PJ Harvey, której spuściznę świadomie rozwija czy The White Stripes. Calvi nie ukrywa, że Jack White to dla niej jedyny interesujący gitarzysta młodszego pokolenia. Jak mówi “W jego rękach gitara wciąż brzmi sexy". Pomimo wyraźnych rockowych inspiracji debiut temperamentnej Angielki, zatytułowany po prostu "Anna Calvi" to płyta na której słychać też odniesienia do tradycji flamenco i echa twórczości ukochanych przez Annę kompozytorów: Ravela i Debussyʼego, a także Ennio Morricone. Są tu fragmenty niemal epickie, głośne i intensywne, jak choćby “Blackout”, obok zaś pojawiają się piosenki niezwykle skupione i delikatne jak “No More Words”. Anna to nie tylko świetna gitarzystka, ale też, być może przede wszystkim, znakomity głos: mocny, donośny, a równocześnie niezwykle kobiecy i zmysłowy. Z pewnością ważnym punktem odniesienia w jej twórczości są też wielkie wokalne osobowości spoza tradycji rockowej. "Z początku bałam się śpiewać – przyznaje Anna. “To niezwykle intymna czynność. Aby się przemóc słuchałam sporo Edith Piaf , Marii Callas czy Niny Simone. Piaf śpiewając dawała z siebie wszystko, dlatego jej wykonania mają taką moc. Gdy tworzę muzykę, też oddaję sie temu całkowicie, nie zostawiam miejsca na nic innego”. Anna śmiało zmierzyła się z legendą jednej ze swych idolek i na na pierwszy singiel wybrała piosenkę z repertuaru Piaf “Jezebel”. “To utwór Wayneʼa Shanklina jednak rozsławiony przez Edith Piaf. Pomyślałam, że to dobry wybór, by pokazać się światu i powiedzieć: “chcę śpiewać o swych emocjach tak otwarcie i z równie wielką pasją“.Lista utworów:01. Rider To The Sea02. No More Words03. Desire04. Suzanne and I05. First We Kiss06. The Devil07. Blackout08. I’ll Be Your Man09. Morning Light10. Love Won’t Be Leaving


  • Wykonawca Calvi Anna
  • Data premiery 2011-01-31
  • Nośnik Płyta Analogowa
Więcej