Lubimy nowości. Kochamy dobrze znane utwory, ale otwarci jesteśmy na wszelkie nowinki. W muzyce światy sztuki wysokiej i popkultury coraz bardziej na siebie zachodzą. Zbiorów wspólnych jest coraz więcej. Artyści świata klasycznego marzą o popularności gwiazd muzyki pop, te zaś, może nie otwarcie, ale jednak, tęsknią za szacunkiem, jakim obdarza się kolegów klasycznych. W świecie kompozytorskim podziały przestały już obowiązywać, bowiem twórcy muzyki poważnej od dawna piszą lżejsze utwory (piosenki) oraz komponują muzykę do filmu i teatru. Kompozytorzy rozrywkowi zaś zawsze tęsknili do występów z orkiestrami. Jedni byli, i są, bardzo blisko drugich. Przełom wieków przyniósł zjawisko, które jeszcze bardziej połączyło oba światy. Rockmani, często świetnie muzycznie wykształceni, zaczęli próbować swych sił w poważnych kompozycjach. Porzucali gitary, by rozpisywać swe utwory na inne składy. Nie wystarczał im już kilkuosobowy band. Głównymi postaciami tego nurtu stali się: Jonny Greenwood (gitarzysta Radiohead; zafascynowany Pendereckim) oraz Bryce Dessner (The National; jego mentorami byli Adams i Lutosławski). Nagle okazało się, że obaj – mimo spełnienia w rockowym życiu – zaczęli mieć także wiele do powiedzenia w równoległym świecie muzyki poważnej. Grupa rockmanów „chcących inaczej” zaczęła pęcznieć. Pod gwiazdą minimalistów – Philipa Glassa, Steve’a Reicha (którzy jako pierwsi w latach 60. „wessali” kontrkulturę pop), Arvo Pärta (mistrza „nowej prostoty”), Henryka Mikołaja Góreckiego czy Erika Satiego – zaczęli tworzyć inni. Mówi się o nich postklasycy, nowi klasycy, nowi kameraliści (bo z reguły obsady ich utworów są niewielkie). Szturmem zdobyli kontrakty z dużymi firmami płytowymi, wykonywani są w filharmoniach i na festiwalach muzyki nowej, ich kompozycje rozbrzmiewają w popularnych serialach i filmach, do ich muzyki tańczy się w balecie. Max Richter, Ólafur Arnalds, Jóhann Jóhannsson, Gonzales, Lambert. Piszą swoje, ale też garściami czerpią ze… „starej klasyki”. My pokazujemy ich z najlepszej strony, ale nie zapominamy, że podobne próby, przed laty, czynili inni, choćby Michael Nyman czy Gavin Bryars – twórcy, którzy nie mieli jednak tyle szczęścia, co ich młodsi koledzy. Ale bez nich trudno sobie tę współczesną „nową klasykę” wyobrazić. Tylko wciąż jakoś nie mogę się oswoić z tym terminem. Czy to aby na pewno „nowa”? I czy na pewno „klasyka”? Proszę posłuchać. Jacek Hawryluk, Polskie Radio
- Wykonawca Various Artists
- Data premiery 2017-07-28
- Nośnik CD