» » » Strona 523

Jej śpiewanie zaczęło się w szkolnych chórach, w podstawówce, potem w Technikum Szklarskim. Ale o artystycznej karierze zdecydował przypadek. Rekomendowana Tadeuszowi Sygietyńskiemu przez poznańskiego dyrygenta Zdzisława Górzyńskiego została w 1951 roku przyjęta do Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze. Spędziła w nim osiem lat. Objechała z nim cały niemal świat, z nieznanej nikomu chórzystki stała się znaną solistką, której popularności przydała piosenka Ej, przeleciał ptaszek. W 1959 roku odeszła z Mazowsza, właściwie bez powodu. I wtedy znowu przypadek zdecydował o jej dalszych losach. W grudniu tegoż 1959 roku popularny program estradowy "Zgaduj - Zgadula" obchodził jubileusz 50. wydania. W nim właśnie wystąpiła Irena Santor po raz pierwszy publicznie jako solistka. Debiut w nowej roli nie należał wprawdzie do nazbyt udanych, lecz jego radosnym finałem okazała się propozycja nagrań dla Polskiego Radia. Nagrała wówczas piosenkę Straciłam twe serce (muz. W. Szpilman, sł. L. Starski) z filmu Wrzos.Od tamtej pory jej nazwisko nie schodziło z plakatów, okładek płytowych, szpalt i okładek gazet codziennych i periodyków. Obwołana Pierwszą Damą Polskiej Piosenki zaśpiewała i nagrała ponad tysiąc piosenek. Współpracowała z kabaretami Wagabunda, U Kierdziołka i Karuzela Warszawska. Koncertowała w wielu krajach Europy, obu Ameryk, Azji i Australii. Dokonała licznych nagrań archiwalnych dla PR, płytowych oraz do filmów Przygoda na Mariensztacie, Klub kawalerów, Gangsterzy i filantropi, Przygoda z piosenką.Zrealizowała recitale tv, m.in. Powrócisz tu, Ja jestem twoja, czyli śpiewa I. Santor, Malowanki polskie, Bez próby - I. Santor, Dzisiaj śpiewa się inaczej, Pieśni S. Moniuszki, cz. 1 - Błyszczą krople rosy, cz. 2 - Płyń dźwięczny głosie, Chęć na życie i Benefis I. Santor. Jest m.in. laureatką I nagrody na MFP Sopot ’61 za interpretację piosenek Embarras i Walczyk na cztery ręce, III nagrody na festiwalu w Tokio (Japonia) w 1971 roku za interpretację piosenki Może już jutro, nagrody miasta stołecznego Warszawy w 1970 i 1999 roku, I nagrody na KFPP’64 za Powrócisz tu, nagrody publiczności na KFPP Opole ’74 za Nalej mi wina (muz. W. Korcz, sł. A. Osiecka), nagrody publiczności na KFPP Opole ’75 za Idzie miłość, nagrody Przewodniczącego Komitetu ds. RiTV w 1979 roku, Grand Prix na KFPP Opole ’79, Grand Prix na KFPP Opole ’91 za wybitne osiągnięcia w sztuce interpretacji piosenki, Nagrody Artystycznej Polskiej Estrady Prometeusz ’94, oraz licznych nagród honorowych i prestiżowych, m.in. Najpopularniejszej Piosenkarki Roku wśród Polonii amerykańskiej (dwukrotnie), Złotego Mikrofonu miasta Chicago, Złotych Kluczy miasta Buffalo, Złotej Honorowej Odznaki Legionu Kanadyjskiego. Od 1994 roku jest przewodniczącą Stowarzyszenia Polskich Artystów Wykonawców Muzyki Rozrywkowej. W 1995 roku ukazały się pamiętniki I. Santor: Miło wspomnieć w opracowaniu Violetty Lewandowskiej, wydane przez Grupę Image.


  • Wykonawca Santor Irena
  • Data premiery 1999-08-14
  • Nośnik CD
Więcej

Kiedy w 2004 roku "Po Prostu" - legenda polskiego punka 77 ujawniła światu swój album zatytułowany "Happy End", można było za sprawą tytułu płyty odnieść wrażenie, że to ostatni krążek Szczepana i jego kolegów. Na szczęście nic takiego się nie przydarzyło. Od tamtej pory zespołowe wydawnictwa co jakiś czas pojawiają się na rynku dzięki czemu do fanów trafiło winylowe i kompaktowe wydanie "Demo '86", a także koncertowy - wydany na dwóch CD z okazji 25-lecia zespołu - album zatytułowany "Fajans i szmira" zawierający 37 utworów zarejestrowanych podczas koncertu "Po Prostu". Od pewnego czasu "Po Prostu" pracowało nad swoim nowym krążkiem, który otrzymał tytuł "Poczet Alimenciarzy". Płyta wydana przez Olifant Records zawiera 18 utworów (w większości premierowych, choć trafiamy też na wydany przed laty na składance "Gdynia" utwór "Ład, ład bum cyk zet") z adekwatną dla "Po Prostu" dawką paranoi oraz dystansu do własnej twórczości i otaczającej nas rzeczywistości...


  • Wykonawca Po Prostu
  • Data premiery 2018-01-27
  • Nośnik CD
Więcej

Zejdźmy się jak na wilięNikt nie odgadnieOda świątecznaNie pytaj ptaka jak się lataSięRozmowa duszy z ciałemSenNarodzinyAniele mych pradziadów Nie o myślenie proszęChoćby was opuściliUciekali błogoPomiędzy namiZ gitarą chłopcy idąOj, gębo moja


  • Wykonawca Styczeń Marcin
  • Data premiery 2009-05-01
  • Nośnik CD
Więcej

Płyta  „AVRA” została nagrana w 2010 r w Krakowie. Zawiera 12 utworów zaśpiewanych przez Maję Sikorowską w języku greckim. W każdym kraju powstają pieśni piękne, pieśni mądre, dotyczące różnych regionów i różnych środowisk. Pietyzm Greków dla tradycji pozwala by przebojami zostawały zarówno melodie ludowe, jak te z nurtu rebetiko czyli folkloru miejskiego i te wreszcie pisane przez współczesnych zawodowych autorów. Maja Sikorowska penetruje owe klimaty od dziecka znając język grecki tak samo jak polski, będąc na dodatek przygotowanym muzykiem ( matura w klasie fortepianu). Krakowski zespół Kroke to nie tylko świetni wirtuozi, to przede wszystkim ludzie szukający w muzyce nowych wyzwań, a grecki materiał z jego melizmatami i nieparzystymi rytmami takim wyzwaniem właśnie jest. Powstała płyta niezwykła, energetyczna i liryczna zarazem każąca ponieść się przebojowej frazie lub zasłuchać w nostalgiczną kantylenę. Nie znajdziecie w niej śladu komercji ani koniunktury, bowiem powstała w wyniku eksplozji identycznych marzeń artystów. Przejmujący głos Mai ,oraz misterne dźwięki altówki, akordeonu, kontrabasu i instrumentów perkusyjnych przeniosą was do świata, który was zaczaruje. Otoczy was swoją tytułową aurą. Tracklista:1. I garsona2. Makria, makria3. Ta hartina4. Misirlou5. Hronia helidonia6. To fengari kani volta, Ego krasi den epina7. Dimitroula mou8. Antitheta pia 9. To diko mou paploma10. Petaxes - (Corsica)11. Episkeptes12.Tzivaeri         


  • Wykonawca Sikorowska Maja , Kroke
  • Data premiery 2011-03-01
  • Nośnik CD
Więcej

„Byłam dzieckiem szczęśliwym” – mówiła w wywiadzie dla „Sukcesu”. – „Zawsze najlepsza: szkoła podstawowa z odznaczeniem, potem liceum pedagogiczne, miss szkoły, ulubienica wszystkich. Mogłam zostać nauczycielką, ale życie płata figle”. Urodziła się niedaleko Rzeszowa. Przeprowadzki na drugi koniec Polski do Sianowa nie pamięta, ale Koszalin zapadł w jej pamięci na zawsze. Z nim wiąże się cała jej młodzieńcza przeszłość, występy na scenie przedszkolnego teatrzyku, zajęcia w szkolnym kółku artystycznym, śpiewanie w amatorskiej grupie Biało-Zieloni, działającej przy miejscowym Wojewódzkim Domu Kultury, i w zespole estradowym Karmazyn.Kiedy do Koszalina zawitali Czerwono-Czarni objeżdżający po raz drugi kraj z konkursem dla piosenkarzy amatorów pod nazwą „Szukamy nowych talentów”, zgłosiła się natychmiast. Bez trudu zakwalifikowała się do finału tej imprezy w Szczecinie. Miała wówczas 18 lat i wielki zapał, aby zostać gwiazdą. Gdy znalazła się w tzw. Złotej Dziesiątce, rzuciła szkołę i ruszyła w trasę koncertową. Na krótko pojawiła się w zespole Nastolatki, a potem na kilka lat związała się z Czerwono-Czarnymi.Była niekwestionowaną ozdobą tego zespołu. Dorosłą kobietą o dziecinnej urodzie, ślicznej buzi, filigranowej sylwetce, pięknym głosie i estradowym wdzięku. Gwiazda? Ależ skąd.Mimo ogromnej popularności i imiennego zaproszenia samego Brunona Coquatrixa odmówiła udziału w międzynarodowym programie estradowym w słynnej Olympii. Skwapliwie (w wersji oficjalnej ufnie i z pokorą) przyjęła opinię krajowych specjalistów, że niedoświadczona jeszcze solistka nie poradzi sobie na paryskiej scenie. Prawdziwym jednak powodem były problemy sercowe młodziutkiej gwiazdki. Tak czy inaczej do Francji nie pojechała. A szkoda. Kariery zagranicznej nie zrobiła zresztą nigdy, chociaż bardzo się podobała publiczności m.in. Czechosłowacji, NRD, ZSRR i Węgier oraz ośrodków polonijnych USA i Kanady.Po latach powie: „Małe pieniądze i żadna przyszłość. Żyłam od koncertu do koncertu... całymi miesiącami poza domem”.W kraju oklaskiwano ją na festiwalach w Opolu i w Sopocie. Jej piosenki bezustannie nadawało Polskie Radio. Lansowała przebój za przebojem, dla wielu wyśpiewując nagrody i wyróżnienia, przede wszystkim w Opolu („O mnie się nie martw” – I nagroda, a „Biedroneczki są w kropeczki” – nagroda publiczności na KFPP Opole ’64, „Nie wiem, czy to warto” – I nagroda w kategorii piosenki rozrywkowej na KFPP Opole ’65, „Nie bądź taki szybki Bil”l – nagroda Przewodniczącego Komitetu ds. RiTV na KFPP Opole ’66, „Trzynastego” – nagroda Towarzystwa Przyjaciół Opola na KFPP Opole ’67). Wiele z nich wcześniej albo później trafiało do radia i telewizji, a piosenka „o szybkim Billu” uczyniła ją aktorką, panną Grabczyk w serialu telewizyjnym „Wojna domowa”.W Czerwono-Czarnych poznała piosenkarza i kompozytora Henryka Fabiana, prywatnie męża i ojca Sergiusza. Po narodzinach syna oboje zdecydowali się na artystyczną samodzielność.I znowu życie potoczyło się dawnym torem. Od koncertu do koncertu. Najpierw w duecie z mężem, potem razem z nim w polsko-czeskiej grupie The Samuels, w końcu z działającym niewiele ponad rok zespołem Wiatraki. W latach siedemdziesiątych, gdy rodzimy bigbit nabrał rozmachu i stał się wszechobecnym rockiem, cichł z dnia na dzień entuzjazm wokół uwielbianej przez lata Kasi. Owszem, pojawiała się na krajowych estradach. Na festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu zdobyła Złoty Pierścień. Koszalińskiej publiczności dedykowała „Wieczory z Katarzyną”, chętnie słuchane nawet wtedy, gdy stan wojenny wyeliminował z jej repertuaru ulubioną piosenkę „Trzynastego”. Nie mogło jej także zabraknąć na Old Rock Meeting, sopockim festiwalu dinozaurów polskiego bigbitu. Ale prawdziwą sensację wzbudziła współpraca z idolem nastolatek lat dziewięćdziesiątych, zespołem Papa Dance.Skończyło się na jednym tylko nagraniu piosenki „Był taki ktoś”. Zaczęły się natomiast kłopoty. Najpierw rozstanie z mężem, potem coraz częstsze niedyspozycje głosowe i nieudany występ na festiwalu sztuki progresywnej Art vis-a-vis Art w Chełmie. W wywiadzie dla miejscowej gazety powiedziała, że tęskni za dawną popularnością, że marzy o powrocie na scenę. Ale nie wróciła.Wyjechała do Chicago. Pojechała za głosem serca. Widziałem ją i słyszałem na własne oczy i uszy w Orbicie, lokalu pana Teda (Kowalczyka). Zaglądała do restauracji Włodka Wandera, godzinami przesiadywała (i czasami śpiewała) w Café Lura, uchodzącą za centrum polonijnego plotkarstwa. Dowiedziałem się wtedy, że jest znowu jak dawniej. Żyje od koncertu do koncertu, śpiewa okazjonalnie, z przyjaciółmi nagrała dwie płyty i... czeka na propozycje. Jednak amerykański sen o wielkiej sławie nie chciał się spełnić, a emigracyjna codzienność dostarczała ciągle różnorakich problemów oddalających ją nieustannie od muzyki. Do macierzyńskich, finansowych i sercowych doszły jeszcze zdrowotne.Wtedy postanowiła wrócić do kraju. Miejscowa Polonia żegnała ją największym jej przebojem „O mnie się nie martw”. I tą samą piosenką powitano ją w Warszawie. W Koszalinie przyjęto ją owacyjnie na koncercie zorganizowanym w miejscowym amfiteatrze. Obok zaproszonych gwiazd estrady (śpiewali m.in. Halina Frąckowiak, Bogusław Mec, Edward Hulewicz, Skaldowie i Czerwone Gitary) wystąpiła mama Kasia i akompaniujący jej syn Sergiusz ze swoim zespołem Marrakesh.Korzystając z ofiarnej pomocy dawnych przyjaciół, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz władz Koszalina dostała w tym mieście mieszkanie. Poddała się też leczeniu, wierząc uparcie, że wygra z chorobą. Niespełniony sen o sławie dodawał jej otuchy. Za namową Ryszarda Poznakowskiego nagrała raz jeszcze swoje największe przeboje: „Biedroneczki są w kropeczki”, „Trzynastego”, „Mały książę”, „O mnie się nie martw” i chicagowską pamiątkę „Ogrzej mi serce”. Ale na powrót na estradę z zespołem syna, który odziedziczył po rodzicach zdolności muzyczne, zabrakło już sił. Wojnę o życie niestety przegrała.


  • Wykonawca Sobczyk Katarzyna
  • Data premiery 2015-10-16
  • Nośnik CD
Więcej

Oto zdarzenie, zapisane na taśmie, przepuszczone przez złącza, kable, efekty, zmęczenia, kompromisy, kłótnie i radości. Swoisty występ przed realizatorami, producentami, osobami które posiadają ten cudowny dar cierpliwości i celności w podejmowaniu decyzji. Obecność w studiu to dla naszego zespołu- sytuacja dość skomplikowana. Trudno bowiem natrafić na te prostotę i wymierne emocje, które łączą nas z publicznością na koncertach. W studio, albo coś się udaje, albo nie. Albo jest się naprawdę i do końca skoncentrowanym, albo nie.Albo w nagraniu słychać „to coś”, albo nie. A występuje się przecież tylko i aż przed producentem, realizatorem czy kolegą. I jest w tym jakiś absurd, że muzycy kryją się za ścianami dźwiękochłonnymi robiąc coś dla ludzkości, a ludzkość cierpliwie czeka, aż akcja promocyjna zaskoczy ją i spowoduje chęć nabycia produktu.W salonie muzycznym, na stacji benzynowej, w supermarkecie, czy na bazarze (sic!).Cała ta tajemnica studyjna jest po to, żeby za pomocą elektroniki tak skontrolować „dzieła zebrane w system zerowo jedynkowy” i na zasadzie jakiejś boskiej, czy diabelskiej sztuczki ulokować słowa i dźwięki w zakamarkach ludzkiej duszy, umysłu, serca. Na koncercie publiczność ma szanse zapamiętać sposób gestykulacji, światło, zapach, cały kontekst doznań jakie towarzyszą śpiewaniu piosenek przez ludzi, dla i do ludzi. Wierzę, że artysta pojawiając się na scenie jest instrumentem, przez który przechodzą dźwięki, czy słowa, a publiczność jest po to, żeby wchłonąć lub odrzucić to, co prezentuje artysta. Tego wszystkiego nie znajdziecie na produkcie opatrzonym projektem graficznym z etykietką, na której znajduje się cena. Znajdziecie tylko i aż to, co jest w Was.Chciałem napisać, że daje, ale to nie prawda. Sprzedaję Wam trzynaście namagnesowanych utworów na tak zwanym nośniku i tylko od własnej wyobraźni zależy, czy piosenki na nim umieszczone pozostaną dla Was tylko i wyłącznie produktem.cznie produktem.


  • Wykonawca Raz Dwa Trzy
  • Data premiery 2016-04-29
  • Nośnik CD
Więcej

„Legendy polskiej sceny” to seria kompilacji dedykowana najważniejszym wykonawcom w historii rodzimej muzyki rozrywkowej. Każdy tytuł poświęcony jest innemu, ale za każdym razem tak samo istotnemu, artyście lub całemu zespołowi. Takiemu jak na przykład Perfect. Na płycie znalazło się aż siedemnaście utworów z dorobku grupy, w tym sześć w wykonaniu koncertowym. Tracklista tej kompilacji pęka w szwach od wielkich przebojów. Począwszy od „Co za hałas, co za szum”, przez „Idź precz!”, „Ale w koło jest wesoło”, „Nie płacz Ewka”,  "Kołysankę dla nieznajomej” i „Nie mogę Ci wiele dać”, aż do słynną „Autobiografię”. Znalazło się tutaj również miejsce dla wybranych piosenek z bardzo dobrej, ale niedocenionej płyty „Schody”.


  • Wykonawca Perfect
  • Data premiery 2019-06-14
  • Nośnik CD
Więcej