
Album hardcorowo-metalowej kapeli, której liderem jest Jeff Lohrber.
- Wykonawca Enabler
- Data premiery 2015-08-07
- Nośnik CD
- Vinyle / Pop & Rock / Zagraniczna
- 24-06-2019, 20:58
- 0
- 0
- admin

Album hardcorowo-metalowej kapeli, której liderem jest Jeff Lohrber.

Winylowe wydanie obu nowych krążków progresywnej kapeli z USA.

Początki kapeli sięgają połowy lat dziewięćdziesiątych, kapela została założona przez Gawcia (Grzegorz Gawenda) i Jacka Tomalę, jednak pod nazwą The Thinners kapela rozpoczęła działalność i koncertowanie dopiero w 1999 roku. Przez kilka lat zespół zagrał kilkanaście koncertów i zamieścił swój utwór na składance „Wykopmy rasizm ze stadionów”. Ze względu na ciągłe problemy związane z miejscem prób, próby odbywały się w piwnicy bloku, z której notorycznie byli wyrzucani, ponieważ, dom kultury odmawiał udostępnienia sali, a później jeszcze personalne, zespół zawiesił działalność. Po sześciu latach przerwy kapela powróciła w zmienionym składzie, przez te sześć lat Gawciu tworzył cały czas kawałki. W 2011 roku zagrali na Przystanku Woodstock na scenie Pokojowej Wioski Krishny, a rok później utwór „The Thinners” znalazł się na Serbskiej składance „Support The Scene - Confront Fascism And Rascism” poświęconej walce z faszyzmem i rasizmem. W 2013 roku ukazał się pierwszy album kapeli zatytułowany „Mamo powiedz mi” wydany przez Zima Records, który zawierał utwory z całego okresu działalności kapeli. Po zmianach personalnych w 2015 roku kapela zrobiła milowy krok do przodu, muzyka stała się mocniejsza i znacznie przewyższająca poziom zaprezentowany na pierwszej płycie. Obecny skład kapeli to: Grzegorz Gawenda – gitara, wokal, Wiesław Goryl - wokal, bas, Tomasz Sikora – gitara, Grzegorz Stempel – perkusja. „Nie mów mi!” to drugi album w dorobku The Thinners. Na płycie znajduje się 11 utworów. Płyta „Nie mów mi” jest bardziej dojrzała od poprzedniej, bardziej punkowa, bardzo ważną rolę pełnią tu teksty, które jak zawsze uderzają w politykę, faszyzm i nienawiść do drugiego człowieka, ale nie tylko, na płycie znajdują się też utwory z akcentem emocjonalnym „Czy pamiętasz” , „Te Quiero BCN” . Tracklista: 1. Afektacja 2. Moja walka 3. Czy pamiętasz 4. Ulica 5. Nie mów mi 6. Polityczny blef 7. Nie pójdę z wami 8. Te quiero BCN 9. Ten kraj 10. Margines 500 + 11. Jestem patolem

Nikt tak genialnie nie potrafi połączyć hard core'a, thrash metalu, metalcore'a i punka jak Hatebreed. Kapela robi to imponująco już blisko 20 lat, a prezentowany szósty studyjny krążek dowodzi, że inni mogą się tej sztuki uczyć od kapeli charyzmatycznego Jameya Jasty. Artysta niemal zawsze, choćby nie wiadomo jak bardzo był przywiązany do określonej stylistyki, ma chętkę na eksperymenty. Raz są one lepsze, innym razem nieco gorsze. I niemal zawsze w życiu twórcy przychodzi taki moment, w którym chce powrócić w to miejsce, z którego zaczynał. Przypomnieć to, co go inspirowało. Wlać tę samą energię, co na początku kariery. "The Divinity Of Purpose" to właśnie taki powrót do przeszłości. Jak mówi Jamey, wraz z kolegami z Hatebreed tym razem postawili na totalną bezpośredniość i bezkompromisowość. Ważne było też to, że do grupy powrócił po kilkunastoletnim z nią rozbracie, gitarzysta Wayne Loziniak, który współzakładał Hatebreed w 1994 roku. Jasta mówiąc o inspiracjach wymienia takie nazwy jak Cro-Mags, Killing Time, Sheer Terror, Obituary, Bolt Thrower, Slayer, Entombed. "Będzie sporo oldschoolowych elementów, z których powstało Hatebreed" – zapewnia wokalista. Produkcję wzięli na siebie muzycy kapeli oraz wieloletni jej współpracownik, Chris "Zeuss" Harris. Hatebreed uderza tak mocno jak nigdy dotąd. I jak zwykle przekazuje coś ważnego o świecie i człowieku. Warto się wsłuchać, warto dać się zbombardować tą porcją bezlitosnego uderzenia.

Jeśli myślimy o europejskim, epickim power metalu z wielkim potencjałem filmowym, nazwa Rhapsody Of Fire musi pojawić się bardzo szybko. Włoska formacja, której założycielem i motorem napędowym jest przesympatyczny gitarzysta Luca Turilli, wyniosła ten podgatunek na szczyty. I - jak dowodzi opisywana produkcja - wyżyn opuszczać nie ma zamiaru. Najpierw, pod koniec 2010 roku, podrażnili apetyty fanów 35-minutowym materiałem "The Cold Embrace Of Fear - A Dark Romantic Symphony", nagranym z gościnnym udziałem Sir Christophera Lee. Teraz mamy pełnowymiarowe, koncepcyjne dzieło znakomitych Włochów. Myślicie, że po tylu latach na scenie (część z nich pod szyldem Rhapsody) stać Rhapsody Of Fire na niespodzianki? Jeśli tak, to dobrze myślicie! "From Chaos To Eternity" to płyta, która różni się nieco od kilku ostatnich dokonań kapeli. Oddajmy głos Luce: "Zrezygnowaliśmy nieco z bombastyczności i pozwoliliśmy na mocniejsze uderzenie gitar. Jest nieco więcej klasycznego rocka" - mówi artysta. Bez obaw, epickich, barokowych elementów nie brakuje. Ułożone są w nieco innych proporcjach niż wcześniej. W "Aeons Of Raging Darkness" grupa zbliża się nawet do ostrego thrash metalu, a Fabio Lione śpiewa w kawałku jak opętany! Zaskoczeń jest znacznie, znacznie więcej. I naprawdę warto je poznać!

Jeśli myślimy o europejskim, epickim power metalu z wielkim potencjałem filmowym, nazwa Rhapsody Of Fire musi pojawić się bardzo szybko. Włoska formacja, której założycielem i motorem napędowym jest przesympatyczny gitarzysta Luca Turilli, wyniosła ten podgatunek na szczyty. I - jak dowodzi opisywana produkcja - wyżyn opuszczać nie ma zamiaru. Najpierw, pod koniec 2010 roku, podrażnili apetyty fanów 35-minutowym materiałem "The Cold Embrace Of Fear - A Dark Romantic Symphony", nagranym z gościnnym udziałem Sir Christophera Lee. Teraz mamy pełnowymiarowe, koncepcyjne dzieło znakomitych Włochów. Myślicie, że po tylu latach na scenie (część z nich pod szyldem Rhapsody) stać Rhapsody Of Fire na niespodzianki? Jeśli tak, to dobrze myślicie! "From Chaos To Eternity" to płyta, która różni się nieco od kilku ostatnich dokonań kapeli. Oddajmy głos Luce: "Zrezygnowaliśmy nieco z bombastyczności i pozwoliliśmy na mocniejsze uderzenie gitar. Jest nieco więcej klasycznego rocka" - mówi artysta. Bez obaw, epickich, barokowych elementów nie brakuje. Ułożone są w nieco innych proporcjach niż wcześniej. W "Aeons Of Raging Darkness" grupa zbliża się nawet do ostrego thrash metalu, a Fabio Lione śpiewa w kawałku jak opętany! Zaskoczeń jest znacznie, znacznie więcej. I naprawdę warto je poznać!

Płyta Cd zawiera 17 utworów folk w oryginalnym wykonaniu Kapeli Górole.

Cztery lata kazała nam czekać Plebania na swoją nową płytę. Pochodząca z Helu Plebania, to jedno z najoryginalniejszych zjawisk polskiego undergroundu. Ich muzyka to trudny do sklasyfikowania, mix punkowej energetyczności, wibracji reggae i przede wszystkim pierwotnego głosu Indian Ameryki Północnej, których kultury Plebania jest niestrudzonym orędownikiem. Swoim oryginalnym stylem Plebania zjednała sobie publikę zarówno na festiwalach reggae, jak i imprezach folkowych. Choć - jak przyznaje sam zespół - najbliższa jest im atmosfera małego punkowego klubu, kiedy jest "ciasno, duszno a pot spływa po plecach”. Plebania obchodziła w zeszłym roku swoje pierwsze "10 lat bez gitary”. Jest ewenementem, wręcz trudnym do uwierzenia, że ich brzmienie oparte jest tylko na sekcji rytmicznej, czyli perkusji i potraktowanym melodycznie basie, oraz przeszkadzajkach. Mimo ograniczonych środków efekt potrafi zaskoczyć barwą, klimatem, czadem i przebojowością. "Teksty” zaśpiewane są w wymyślonym języku wokalisty kapeli, jednak bardzo łatwo wyłapać w nich czytelne słowa-klucze. Tym bardziej, że na okładce nowej płyty Plebania zamieściła wskazówki dotyczące znaczeń poszczególnych utworów. Utwory Plebanii choć inspirowane i stylizowane na indiański folk nie są odbiciem żadnego konkretnego stylu, ani transformacją autentycznych motywów na potrzeby zespołu za wyjątkiem wojennej pieśni plemienia Kiowa, w autorskiej wersji pałkera kapeli - Piotra Wiele Wiatrów.

„Luksus” – reedycja kultowego debiutu kapeli Szwagierkolaska, dowodzonej wówczas, jak i dziś, przez Muńka Staszczyka (T. Love) i Andrzeja Zeńczewskiego (ex-T.Love Alternative, Daab).

Pochodzący z Pensylwanii indiepunkowy duet Tigers Jaw, czyli Ben Walsh (gitary, wokale) i Brianna Collins (klawisze wokale), powrócili z piątym studyjnym albumem. Piosenki na płytę "Spin" wyprodukował wieloletni współpracownik Tigers Jaw, Will Yip (Circa Survive, Title Fight). Sesje nagraniowe odbyły się w znajdującym się w Pensylwanii studiu Studio 4. Jak zwykle w ostatnich latach, cechą charakterystyczną piosenek kapeli są wymiennie wokale Brianny i Bena w piosenkach. Szczególnie dobrzw wypadają one w utworach "June", "Escape Plan" i wspomnianym "Guardian". Teksty, jak napisali pierwsi recenzenci "spin", są szczere, wręcz tak szczere, że obnażają duszę.