
Najgłośniejszy debiutancki zespół 2014 roku ogłasza premierę nowego albumu studyjnego „Sounds Good Feels Good”.
- Wykonawca 5 Seconds Of Summer
- Data premiery 2015-10-23
- Nośnik CD
- Vinyle / Pop & Rock / Zagraniczna
- 27-09-2019, 02:56
- 0
- 0
- admin

Najgłośniejszy debiutancki zespół 2014 roku ogłasza premierę nowego albumu studyjnego „Sounds Good Feels Good”.

Album „Andrzej Jagodziński – W hołdzie wolności” jest autorskim wyborem utworów od czasu, kiedy Polska była pod zaborami do roku 1997, wyrażających tęsknotę za wolnością i walkę o niepodległość.Andrzej Jagodziński po mistrzowsku połączył podniosły i niełatwy temat utworów z interpretacją jazzową. Znane większości słuchaczy oryginalne brzmienia poszczególnych utworów nabrały zupełnie nowego charakteru w warstwie muzycznej w żaden sposób nie ujmując powagi w warstwie tekstowej.

Natalia Przybysz, jedna z najbardziej charyzmatycznych i utalentowanych polskich wokalistek, artystka inspirowana soulem, jazzem and funkiem nie kryje pasji dla starych ciepłych motown’owskich brzmień i vintage’owych instrumentów.Do sieci trafił najnowszy teledysk do utworu „Miód”, który w pierwszym, tygodniu od premiery obejrzało 80 000 osób i spotkał się rewelacyjnymi recenzjami.„Miód jest pierwszą częścią historii, która dopowie się w zapowiadanym dalszym ciągu filmu. Propozycja połączenia teledyskiem dwóch piosenek wyszła od Natalii. Pierwszy klip „Miód” jest bardziej fabularyzowany i rozgrywa się w przestrzeni miejskiej. Jest z nim związany pewien typ ruchu, który zmienia się wraz ze zmianą przestrzeni”- wyjaśnia Anna Bajorek, reżyser teledyskuSingiel jest zapowiedzią nowego albumu „Prąd”, który ukaże się już w listopadzie 2014 roku. Natalia zaprezentuje swoje czwarte, w pełni autorskie, solowe wydawnictwo. Nowy album to muzyka z pogranicza bluesa i soulu, zakorzeniona zarówno w amerykańskiej tradycji obu gatunków, jak i otwarcie nawiązująca do klasyki polskiego bluesa i rocka z lat 60. i 70.

Z łacińskiej maksymy ,,Homo homini lupus est" (człowiek człowiekowi wilkiem) wykorzystali w nazwie swego zespołu tylko połowę, gdyż nie wrogością, a amicus est (przyjaźnią) postanowiło Homo Homini obdarzać swoją publiczność. Organizowało się jednak długo, bo przez ponad rok. Tyle bowiem czasu potrzebował Aleksander Nowacki – były lider wrocławskich Nastolatków, współpracownik AliBabek i grupy Quorum, aby pojawić się na scenie z nową muzyką i własnym zespołem.Estradowy eksperyment z Andrzejem Krupińskim, muzykiem amatorskiej Kon-Tiki, awangardowego Sklepu Owocowo-Warzywnego Pana Krupińskiego i Hajlajfu, oraz Tadeuszem Woźniakiem nie trwał długo. Jego miejsce zajął wkrótce Waldemar Domagała, dawny wokalista rhythm’n’bluesowej wrocławskiej grupy Elar-5.Panowało wówczas powszechne przekonanie (a konkurencja była już całkiem liczna), że start nowego zespołu w estradową przyszłość nie jest tak łatwy jak dawniej. Że nie wystarcza dotychczasowa przeszłość. Że najlepiej zaczynać wszystko od początku i pomysłowo.Postawili na trzygłosowe męskie śpiewanie, literackie teksty i niespotykane dotąd instru-mentarium. Domagała kupił gitarę, Nowacki – gitarę hawajską, Krupiński – elegancką ba-sówkę. Przez kilka miesięcy ćwiczyli z zapałem na dodatkowych instrumentach, ciekawie ubarwiających ich muzykę pozbawioną zgiełku perkusji – na fortepianie, banjo, harmonijce ustnej i kazoo. Ale przede wszystkim nawiązali współpracę z cenionymi autorami tekstów i komponowali.I cały czas pamiętali przestrogę życzliwego, że udany start nie zależy wcale od przychylnej opinii krytyki. Muzyka nowego zespołu musi porwać przede wszystkim słuchaczy.W przypadku Homo Homini warunek ten został wtedy w pełni spełniony, a na dodatek zyskał dodatkowy atut w postaci uznania telewidowni, albowiem Homo Homini oficjalnie zadebiutowało w maju 1972 roku przed ogólnopolską publicznością Telewizyjnego Ekranu Młodych.Jeszcze tego samego roku nowy repertuar „ograli” przed publicznością kilku miast Wiel-kopolski, najlepsze piosenki usłyszeli słuchacze Polskiego Radia, a prawie cały nowy repertuar Homo Homini poznała w kwietniu 1973 roku publiczność Międzynarodowej Wiosny Es-tradowej. Podobała się tam ich muzyka, łącząca rodzimy i obcy folklor wsparty beatową ryt-miką.Miesiąc później Homo Homini trafiło pod opiekuńcze ramiona Estrady Poznańskiej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Nobilitacji stało się zadość na estradzie KFPP Opole ’73. Wyróżniono ich interpretację piosenki Tobie Karolino. Po udanym debiucie w koncercie Premier ruszył zespół Homo Homini w tourneé po kraju, a pierwszy longplay okazał się re-welacją. Muzyczną – piosenki z tej płyty zajmowały wysokie lokaty na Radiowej Liście Przebojów. I plastyczną – okładkę do niej stworzył znany szeroko w świecie mistrz kreski – malarz, plakacista, grafik i architekt, nieżyjący już dziś Jan Sawka.Droga do sympatii publiczności wiodła Homo Homini przez estrady w kraju i poza jego granicami. Zespół koncertował samodzielnie i wespół z węgierską Omegą, amerykańskim wokalistą Warrenem Schatzem, niemieckim Automobilem i czeską wokalistką Heleną Vondráčkovą. Znowu nagrywał płyty i zdobywał festiwalowe trofea, m.in. II nagrodę (pierw-szej wówczas nie przyznano) na KFPP Opole ’75 za piosenkę W tym domu straszy, nagrodzo-ną także na festiwalach w Lipsku, Rostocku i w Karlshamn.Do 1977 roku był triem. Niezmiennie pod wodzą Nowackiego i z Krupińskim na basie oraz Zbigniewem Brzezińskim, Mirosławem Peślą i Krzysztofem Cieplińskim – zmiennikami Domagały, który postanowił wrócić do wyuczonego zawodu architekta. Istotne zmiany do-tknęły Homo Homini w 1978 roku. Muzyczne i personalne. W piosenkach grupa zaczęła hoł-dować ówczesnej modzie, urządzając sobie różne stylistyczne wycieczki. One z kolei wymo-gły zmiany w obsadzie. Męskie trio Nowacki–Krupiński–Ciepliński wspomogły wtedy dwa żeńskie głosy Alicji Godlewskiej i Bogumiły Kowalskiej, byłych wokalistek łódzkiej Pro Contry.Kwintet Homo Homini znowu zaczął nagrywać. Powstał czwarty longplay, pięć małych płyt dla Tonpressu i kilka dla Polskiego Radia, m.in. Za wieczoru złotą bramą, Mam skłonno-ści do przesady i Więcej wciąż przed nami niż za nami. Jak się jednak okazało, ten ostatni tytuł przeczył rzeczywistości. Mimo starannych przygotowań do dziesiątych urodzin do jubileuszu nie doszło. Stan wojenny zmusił Nowackiego do rozwiązania Homo Homini.Rozjechali się muzycy zespołu w zaświaty (Domagała i Ciepliński) i po świecie. Nowacki wyjechał do Austrii. Potem grał w Szwajcarii i w Niemczech, Krupiński zaś do Stanów Zjed-noczonych, gdzie prowadził zespół akompaniujący polskim gwiazdom piosenki.Nowacki wrócił do kraju w 1992 roku, ani na chwilę nie rozstając się przez czas rozłąki z muzyką. Krupiński pozostał w USA. Nie zerwał jednak z muzyką, mimo że oddał się służbie Bogu. Jako pastor Polskiej Społeczności w amerykańskim Kościele Ewangelicznym Harvest Bible Chapel w aglomeracji chicagowskiej prowadzi zespół muzyczny i chór, z którymi na-grywa pieśni i piosenki, przeważnie o tematyce religijnej.Czy to już koniec historii Homo Homini? Ależ skąd! Pisze się ona dalej. Po ćwierćwiecz-nej z okładem przerwie od 2008 roku gra, nagrywa i koncertuje jak dawniej w męskim gronie: Aleksander Nowacki, Piotr Nagiel i Marek Fijałkowski. (Ryszard Wolański)

„Drugie pół” to czwarty studyjny album Zakopower i czwarty nagrany wspólnie z producentem i kompozytorem Mateuszem Pospieszalskim. Zawsze u podstaw twórczości zespołu były ich góralskie korzenie. Tym razem oprócz podhalańskiej kultury dużą inspiracją dla muzyków była także bogata tradycja polskiej piosenki. W utworach takich jak „Drugie Pół“, „Rejna“, czy „Pomnik Nieznanego“ słychać echa przebojów sprzed lat, evergreenów, które królowały na festiwalach w Opolu czy w Sopocie latach 60. I 70. Ta płyta to hołd dla tych, nie tak znowu odległych, czasów, gdy Artystom na scenie towarzyszyła orkiestra, kompozycje oparte były na pięknych melodiach a aranżacje miały rzadko spotykany dzisiaj rozmach. Muzyka Podhala miała ogromny wpływ zarówno na twórców muzyki poważnej (Henryk Mikołaj Górecki, Wojciech Kilar) jak i artystów popowych (bracia Zielińscy), piosenki Zakopower to dowód na to, że ta inspiracja jest wciąż żywa…Pierwsze dźwięki zdradzają, że do nagrania nowego materiału zespół Zakopower nie ograniczył się jedynie do swojego stałego składu (kwartet góralski, perkusja, gitara, bas, trąbka, klawisz). Sebastian Karpiel-Bułecka zaprosił do współpracy swoich kolegów z Atom String Quartet. Do studia weszli w poszerzonym składzie, jako Atom String Orchestra. To oni odpowiedzialni są za piękne, szerokie, budujące nastrój brzmienie klasycznych smyków.Zmian, w porównaniu do albumu „Boso” jest więcej. Podstawowa to klimat, jaki wyłania się z tekstów. W „Boso” dominowało przemijanie, by nie powiedzieć odchodzenie. Piosenka „Tak ma być“ wprowadza nas do nowej płyty zupełnie innym przesłaniem: „tu jest tak, jak ma być, i ma być tak, jak jest … póki miłość jest w nas”. Za teksty niezmiennie odpowiadają Bartek Kudasik i Sebastian Karpiel-Bułecka.Delikatnie zmienia się również brzmienie nowego albumu, poza wspomnianą orkiestrą usłyszymy więcej akustycznych instrumentów. Do podstawy, czyli góralskich smyków, dołączają akustyczne gitara i bas.Piosenki, co słychać w singlowym „Tak ma być” w dużej mierze oparte są na partiach chóralnych. Chóry, które zazwyczaj tworzą Bartek Kudasik, Wojtek Topa i Józek Chyc, rozbudowane są o żeńskie, góralskie głosy Bodzi Kudasik i Gośki Dzierzęgi. Wspierają ich dodatkowo Mateusz Pospieszalski i Dominik Trębski.Album z pewnością usatysfakcjonuje licznych fanów Zakopower – zespół nagrał piękne melodyjne piosenki, z mądrymi tekstami. Muzycznie, w porównaniu do wcześniejszych albumów, jest sporo zmian, ale cały czas słychać skąd ten zespół się wywodzi.Album jest bardzo ciekawie i ekologicznie wydany. Opakowanie to zwykły karton makulaturowy uszlachetniony odciśniętą złotą folią na froncie o tyle okładki.

Pocięte i posklejane na opak rockowe rytmy, improwizacyjne szaleństwo i przenikliwy szum Nowego Jorku wczesnych lat 80-tych. Te poszukiwania i inspirujące projekty rockowego tria stanowiły podstawę późniejszego Painkillera.

W słuchowisku biorą udział aktorzy Teatru Nowego w Poznaniu: Grażyna Korin, Maria Rybarczyk, Zbigniew Grochal, Michał Grudziński, Andrzej Lajborek oraz gościnnie Andrzej Sobczak

Jedenasta studyjna płyta Red Hot Chili Peppers jest jednocześnie potwierdzeniem, że kalifornijska formacja ma się znakomicie oraz otwarciem nowego rozdziału w jej ponad 30-letniej historii. I wiele wskazuje na to, że będzie to rozdział pasjonujący.

"In Mind", czwarte pełnowymiarowe wydawnictwo Real Estate, jest portretem dojrzałego zespołu u szczytu swojej formy. Zespół Real Estate, który od dawna cieszy się uznaniem za zgrabne teksty i piękne melodie, albumem "In Mind" wzmacnia swoją reputację, jako twórców doskonałych piosenek i jeszcze mocniej osadza grupę w panteonie wspaniałych kompozytorów.Na płycie zalazło się 11 utworów, które pchają zespół w nowym kierunku, nie rezygnujących jednak z ciepła i delikatnej narracji, której można się spodziewać po Real Estate. "In Mind" oferuje brzmienie dojrzałego zespołu, nie tylko mającego dużą moc, ale będącego też w okresie zmian. Od czasu wydania ich poprzedniej płyty, albumu "Atlas" z 2014 roku, Martin Courtney, został ojcem dwójki dzieci i przeniósł się do Nowego Jorku, podczas gdy basista Alex Bleeker zamieszkał w Kalifornii.Tracklista:1. Serve the Song2. Darling3. Stained Glass4. After the Moon5. Two Arrows6. White Light7. Holding Pattern8. Time9. Diamond Eyes10. Same Sun11. Saturday

Odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego, Shirley Collins, to legendarna folkowa wokalistka i jedna z najbardziej cenionych brytyjskich piosenkarek, która wróciła do nagrywania po 38 latach przerwy. Nowy album, "Lodestar", jest nie tylko jednym z najbardziej niesamowitych płyt w jej dorobku, ale także jedną z najciekawszych płyt nowego wieku w ogóle.