To jak w szachach prawdziwy debiut! Prezentowaną płytą Kuba Płużek rozbija bank kumulacji wysokich oczekiwań nowego talentu, nie nowego grajka, ale wieloformatowego lidera, świadomego siebie kompozytora, aranżera i dyrygującego od klawiatury reżysera muzycznego spektaklu. Pierwsza, pt. First Album (nagrana w tym samym składzie) - entuzjastycznie przyjęta przez krytyków - zapowiadała to, z czym mamy do czynienia teraz. Jeśli idzie o prezentowaną właśnie Froots - nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z płyta wielką, wyjątkowo spójną. Wytrakowana w myśl idei trzech mini-suit, otwiera ją przebojowy Froost, zamyka zaś przepiękna ballada poświęcona Januszowi Muniakowi, któremu też Kuba podziękuje w książeczce za…"lekcje bez słów". Zaczyna się jak w Prognozie Pogody, a Kuba niczym nowe wcielenie wielkiego Joe wciska nas w fotel. Dalej w owych trzech mini-suitach jest jeszcze lepiej. Warto przez moment skupić się na ich tytułach, przekornych, bardzo dowcipnych i skłaniających do ich rozbioru Ogumienie jak ogumienie, ale już Wichajster zapisany niby po angielsku (zamiast niemieckiego "Wie heisst er ?") z dopiskiem, że to kawałki dla krytyków (a czy oni jeszcze istnieją?), to mistrzostwo świata! A Homonto (tak wiemy, że chomąto, ale to właśnie Płużkowa licentia poetica) to poczucie humoru, którego tak brakuje niektórym naszym ”starym maleńkim”. Wracając do muzyki, w suitkach jest i McCoyTynerowska siła, harmonia dużych składów (jak w ciężkich brzmieniach MMW), a świadomość ważnego przekazu kulminuje w nielicznych (ale za to jakich!) solówkach. Jeszcze jedno odróżnia ten band od smutnawych jazzistow-purystów, a mianowicie właściwe i godne miejsce tematu muzycznego, ładnej melodii, która może być lejtmotywem i nie zamula odbioru. Jeśli zaś Kuba to Joe z Prognozy…, to na pewno Marek Pospieszalski w swej życiowej roli zyskuje na miano Wayne’a. Jego soczyste brzmienie, a jednoczenie pewność artykulacji i moc rażenia osadzone w najwyższej kulturze muzycznej sprawia, że porównanie nie jest w najmniejszym stopniu naciągane. A jak tyrają w Homoncie Max Mucha i Dawid Fortuna (part 2 + 3!), to lekcja dla wielu sekcji, dokładnych jak wahadełko, ale bez zaangażowania i absolutnego oddania się grze zespołowej na pełnej petardzie. Wszystkie kompozycje Płużkowe, ale artystyczne zjawisko Kuba zawdzięcza także trzem swoim kolegom. Jest sukces, jest płyta, jest coś wielkiego!! Skład: Kuba Płużek – piano Dawid Fortuna – drums Marek Pospieszalski – soprano & tenor saxophones Max Mucha – double bass
- Wykonawca Kuba Płużek Quartet
- Data premiery 2017-10-27
- Nośnik CD