
Koncerty w wykonaniu Ivo Pogorelicha zarejestrowane w latach 1986 i 1987 z muzyką Beethovena, Chopina i Skriabina.
- Wykonawca Pogorelich Ivo
- Data premiery 2009-01-01
- Nośnik DVD

Koncerty w wykonaniu Ivo Pogorelicha zarejestrowane w latach 1986 i 1987 z muzyką Beethovena, Chopina i Skriabina.

Muzyka na lutnię niemieckiego kompozytora epoki baroku Bernharda Joachima Hagena w wykonaniu lutnisty Roberta Barto.

Po 7 latach od premiery ostatniej płyty Pezet - jeden z najpopularniejszych raperów w Polsce - ogłasza premierę nowego albumu pt. "Muzyka Współczesna". Już dziś można zamówić limitowany preorder i obejrzeć teledysk do najnowszego singla pt. "Obrazy Pollocka". "Dla mnie to numer trochę o przemijaniu, odnoszący się do różnych moich relacji, jak również do relacji i sytuacji znanych mi osób dorosłych, moich rówieśników. Często są to relacje nie do końca udane, czasy się zmieniły, trochę na dobre, trochę na złe. Wszyscy jesteśmy wciąż trochę pogubieni. Piosenka jednak nie opowiada tylko o smutku, nie mówi też po prostu o miłości." "Utwór wyprodukował Auer myślę, że brzmi to zajebiście i trochę niespodziewanie. Czerpiemy nadal z oldschoolu, brzmienia lat 90-tych się wkradają, ale też nawiązuje do deep house czy techno." mówi Pezet. "Muzyka współczesna to album po prostu o życiu. Tak jak "Muzyka Klasyczna" czy "Muzyka Poważna" tylko z perspektywy prawie 40-letniego faceta, który nadal chciałby czasem robić głupoty, jednak życie teraz wygląda zupełnie inaczej. Momentami prowadzi to do frustracji, innym razem do radości, miłości i sensu. Świat zmienia się bardzo szybko, moje pokolenie to dziś ludzie dorośli, choć niektórzy dojrzewają, inni nie. Wbrew pozorom problemy mamy podobne jak wtedy. Płyta jest inspirowana latami 90-tymi. Nie jest to jednak boom bap rap, to mieszanka brzmień z tamtych lat, różnych i w nowej odsłonie. Znajdzie się jednak i 90 BPM i miejsce dla dj'a."- tak o albumie mówi Pezet.

To był szczególny rok. Historia pędziła do przodu jak 20 lat wcześniej. Spełniło się proroctwo Kaczmarskiego - runął mur, stół stracił kanty, a świat zbliżył się na wyciągnięcie ręki. Nawet w krakowskim mikrokosmosie czuć było wiatr zmian, jak dekadę wcześniej za wspaniałych czasów "Gazety Krakowskiej" Macieja Szumowskiego. Festiwal Piosenki Studenckiej wciąż był enklawą tego, co oddziela sztukę od rozrywki. Przyznam się bez bicia - z imprezy w 1989 roku zapamiętałem jedynie imię i nazwisko laureatki, która wzięła wszystko - i Grand Prix, i nagrodę dziennikarzy. Chwilę później nie skojarzyłem tej osoby z dziwną nazwą Ya Hozna - którą poznałem dzięki krakowskiemu profesorowi zappologii Piotrowi Markowi - myślałem, że ktoś po prostu wpadł na pomysł zmierzenia się z twórczością Franka w swoich interpretacjach. Okazało się, że nie byłem całkiem daleki od prawdy - zappowski eklektyzm Renaty Przemyk, nie tylko pokazał, że Tom Waits może być kobietą, ale pozwolił jej jako prawdopodobnie jedynemu artyście w historii branży wystąpić w tym samym okresie w Opolu, Sopocie, Jarocinie i na FAMIE. A zaraz potem na Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Jarociński występ z Armią to zresztą, w moim subiektywnym odczuciu, jedno z najważniejszych wydarzeń w historii polskiej muzyki. Moja muzyczna ciekawość po raz pierwszy została gruntowniej zaspokojona, kiedy jako dziennikarz pewnej dużej i kiedyś dość niepokornej artystycznie, komercyjnej stacji radiowej z Wolnego Miasta Kopiec Kościuszki zaproponowałem Artystce nocny program "na żywo”. Od północy, od niej z podkrakowskiego domu. Na przełamanie lodów i strachu przed nieznanym, przywiozłem, jak pamiętam, skonsumowany potem wspólnie załącznik, choć to nie on zdecydował o radiowej magii tamtej nocy. Kraków (ponownie) - telewizyjne studio w Łęgu i swoiste podsumowanie pierwszej dekady lat dziewięćdziesiątych w polskiej muzyce - koncert "Kobiety w rocku" i 7 śpiewających Pań od Edyty Bartosiewicz z radykalnie nową fryzurą, przez Katarzynę Nosowską, już mającej pewnie w głowie poza „heyowe”, solowe projekty po Renatę Przemyk, wprawdzie weterankę i laureatkę Opola i Sopotu, ale, jak pamiętam, ciut niewygodnie czującej się w ramach telewizyjnego show, którego pomysłodawcą i mózgiem był ktoś o zupełnie innych artystycznie celach. A był to już okres albumu "Tylko Kobieta" nagrodzonego Fryderykami, których piętno słychać z kolei na mojej ulubionej płycie - „Andergrant”, pokazującej równocześnie niejednoznaczność terminu "piosenka poetycka” i niejednoznaczność terminu „komercja", co w przypadku Renaty Przemyk oznacza ileś tam płyt w różnych kolorach kruszcu, a dla mnie jest koronnym dowodem, że autorskie, niekoniecznie łatwe w odbiorze płyty mają (tak było i jest do dziś) swoją wierną, dużą publiczność, która po pierwsze nie jest niewyszukana w potrzebach, jak z niezachwianą pewnością twierdzą medialni decydenci, a po drugie w wypadku swojej ulubionej artystki chcą posiadać jej dzieło w wersji fizycznej i namacalnej, a nie wirtualnego pliku w wirtualnej chmurze. Na telefonie można oglądać nawet "Odyseję Kosmiczną 2001" Kubricka (sam widziałem taki przypadek w krakowskim tramwaju), ale obcowanie ze sztuką wymaga odpowiednich narzędzi. Także odpowiedniego medium. Jak na przykład „Trójka”, która nie tylko transmitowała na koniec ubiegłego wieku koncert Renaty z Przeglądu Piosenki Aktorskiej w Kolonii, ale chętnie gości ją w swoim magicznym studio imienia Agnieszki Osieckiej. Skoro jesteśmy przy roku 2001… koniec sierpnia, Muzeum Śląskie w Katowicach, koncert „Wyrwani życiu” - pierwsze zetknięcie z ponadczasową, uniwersalną, do dziś bardzo bliską memu sercu "Blizną", z płyty, która wydaje się być równie ważna dla samej Artystki. Od zawsze ciągnęło ją do teatru. Tego z muzyką. Ze wspaniałym efektem. „Balladyna", „Monsters”, „Odjazd", „Szyc", „Noce Waniliowych Myszy” i całkiem niedawne, wspaniałe "Boogie Street”, przyklepane przez samego mistrza Cohena. To nic dziwnego. Przecież każdy koncert Artystki to spektakl z muzyką. I to się nigdy juz nie zmieni, podobnie jak kolejne, nieuniknione chyba flirty z teatrem. Ta podobno "Mało zdolna szansonistka" łączy w sobie rzeczy nie do połączenia. Jest równocześnie Juliette Greco i Pattie Smith, Tomem Waitsem i Frankiem Zappą. Ale przede wszystkim unikatową artystką - Renatą Przemyk. Jak wspaniały album o takim właśnie tytule „Unikat". Byłem, jestem i zapewne będę fanem, może nawet psycho. I „Gites". Piotr Metz P.S. Piosenki na tej płycie to wybór samej artystki.A ona wie najlepiej, co nam chce powiedzieć. Posłuchajmy z uwagą.

"Trzej wielcy mistrzowie jazzu demonstrują swoje najlepsze umiejętności improwizowania. Ten album to świetna okazja, by posłuchać wspaniałej płyty trzech wspaniałych gwiazd awangardowego jazzu" - Avantscena, 2018 "Zgodnie z ich nazwą, grają jak siła natury, coś istotnego, z czym trzeba się liczyć z pokrewnym dźwiękiem tsunami. Zdecydowanie polecam słuchanie go przy maksymalnej głośności." - Nick Metzger, Free Jazz Blog, 2018 "Szybkość, jaką prezentuje dźwięk, jest zadziwiająca. Muzyka jest czymś więcej niż surowym dźwiękiem, ale jest głęboka i szeroka, i istnieje w trzech wymiarach plus czas, otaczając scenę swoją nieubłaganą mocą i chwałą" - Jazz'n'Blues Blogspot, 2018 Tracklista: 1. Rio One 2. Rio Two 3. Rio Three 4. Rio Four 5. Rio Five 6. Rio Six

Piękny, uniwersalny album przedstawiający muzykę od Etiopii po Rosję, Portugalię, Hiszpanię, Turcję, Egipt, Wietnam i wile więcej. Każdy z muzyków dzieli się ze słuchaczami swoimi, osobistymi historiami o miłości i natchnieniu, które odbijają się echem na całym świecie, będąc słyszanymi przez każdego, kto tego pragnie. "Jeżeli muzyka jest karmą miłości - grajmy ją!". Tracklista: 1. Yachi Elet – 5:36 2. Saintly Love – 3:42 3. Enigma – 3:31 4. Romeo And Julia – 4:48 5. Te Extrano – 2:58 6. Love Song – 4:42 7. Yar Dedi – 4:01 8. Ancient Love Affairs – 5:28 9. Quem E Ninguem – 3:34 10. Kalitka – 4:18 11. Exchange Of Love – 4:54

Najnowsze wydawnictwo Rycha i Magiery to zestaw luźno zarejestrowanych utworów będących swoistą kontynuacją blisko 20 letniej współpracy. EP-ka zawiera 7(/8) premierowych utworów z czego pierwszym promującym będzie Smog. W planach klip do utworu Taran, który stanowi kwintesencję nowinek duetu. Na krążku spora niespodzianka w postaci utworu "Nowa Autobiografia" oraz bardzo mocny kawałek zatytułowany "Reakcja Łańcuchowa". Klasyczny "Hip hop" to "Wejście smoka" i "Moja gra" (feat?). Jako dodatek utwór "W imię zasad" (tylko w wersji deluxe z podpisami), która zostanie wydana w specjalnym boxie zawierającym dodatkowe cd, pocztówki, plakat i specjalną maskę:) Nakład wersji deluxe to 2020 sztuk. Wersja standard wystawiona do sprzedaży preorderowej to limit 3 tys sztuk. Wersja standard ukaże się w pudełku sbj i w swojej podstawowej wersji zawierać będzie 7 utworów. Wersja Deluxe zawiera: 2050 EP (prod. Magiera) z autografem ósmy utwór "W imię zasad" bonusowe cd maskę antysmogową pocztówki plakat wlepki Tracklista: Peja/Slums Attack - 2050 (prod. Magiera) wersja deluxe 1.Taran słowa: Peja, muzyka: Magiera 2. SLU 2020 słowa: Peja, muzyka: Magiera 3. Reakcja łańcuchowa słowa: Peja, muzyka: Magiera 4. Nowa Autobiografia + DVJ. Rink słowa: Peja, muzyka: Magiera scratch & cuts: DVJ. Rink 5. Smog + DJ. Danek słowa: Peja, muzyka: Magiera, scratch: DJ. Danek 6. Moja gra + DJ. Gondek słowa: Peja, muzyka: Magiera, scratch & cuts: DJ. Gondek 7. Brick Phone Rap słowa: Peja, muzyka: Magiera 8. Nowa Autobiografia (Remix) słowa: Peja, muzyka: Magiera 9. W imię zasad (Bonus) słowa: Peja, muzyka: Magiera

„Muzyka i poezja mają wspólną domenę, z której czerpią inspirację, oraz w której działają: krajobraz duszy” – powiedział Dietrich Fischer-Dieskau. W swojej karierze artysta wielokrotnie mierzył się z „Winterreise” Schuberta, ale to nagranie, wykonane w 1955 z pianistą Geraldem Moorem, jest wyjątkowe ze względu na młodzieńcze piękno jego śpiewu i wnikliwość interpretacji.

Muzyka średniowieczna Grana na Instrumentach Średniowiecznych. 13 utworów - czas globalny 50 minut.

Siedem autorskich kompozycji lidera - polskiego saksofonisty Bartosza Czarnieckiego, których nie da się przypisać jakiemuś jazzowemu gatunkowi, ujawnia niezwykły talent tego muzyka. Są one zarazem przejmujące jak i filigranowe, urzekają powściągliwymi i klarownymi improwizacjami poszczególnych artystów. Lider swoimi kompozycjami wyznacza ledwie kierunek poszukiwań, nakreśla ramy, podstawą projektu uczyniwszy zasadę wzajemnego zaufania, którego efektem są klarowne, pełne pasji improwizacje. W ten sposób powstaje muzyka autentyczna, szczera, a przy tym bezpretensjonalnie prosta i niewymuszona. Dodatkowo na płycie usłyszmy, utrzymane w duchu autorskich kompozycji lidera dwa oryginalne odczytania polskich ludowych tematów - "Czerwone Jabłuszko" i "O Mój Rozmarynie". Lider tak pisze o powstaniu płyty: "Materiał, który znajduje się na płycie został nagrany w duńskim Odense, w czerwcu 2015 roku. Jest to podsumowanie ostatnich dwóch lat, które spędziłem Danii. Zawiera on dziewięć kompozycji, siedem z nich, to moje autorskie utwory, dwie to polski folklor - Czerwone Jabłuszko i O Mój Rozmarynie. Co dla mnie, jako założyciela Beamu jest najważniejsze, to to, że nie jest to skład jednorazowy. Poznaliśmy się podczas studiów na Syddansk Musikkonservatorium w Odense. Mając napisane kompozycje, szukałem odpowiednich muzyków, którym będę mógł bezwzględnie zaufać, żeby dać im totalną wolność w graniu mojego materiału. Tak też się stało - zaprosiłem do wspólnego jammowania Anne, Michała i Emila. Już od pierwszych dźwięków wiedziałem, że to będzie to! Mówiąc o inspiracjach, wskazuję na szeroko pojęty jazz skandynawski oraz polski folklor, który od małego był mi bliski, który gdzieś tam się obijał o moje uszy. Te dwa elementy podporządkowane są wspólnemu mianownikowi, jakim jest improwizacja. Pomysł na to wziął się z serca, z potrzeby grania muzyki właśnie w taki , a nie inny sposób. Utwory, które napisałem nie są utworami jazzowymi w mainstreamowych rozumieniu gatunku. Być może są czymś pomiędzy folkiem, jazzem a klasyką… ?" Każdy z członków zespołu wykazuje się tutaj ogromnym skupieniem, operują bardzo oszczędnymi środkami uzyskując w ten sposób piorunujący efekt. saksofonista Bartosz Czarniecki jak i gitarzystka Anna Roemer to generalnie muzycy, którzy w swojej pracy stosują zasadę 'czym mniej, tym lepiej', co w połączeniu z bardzo nowoczesną harmonią, dramaturgią i melodyką utworów daje muzyce absolutnie unikalną wartość. Pełna subtelności, ale także mroku i tajemnicy muzyka z odrobiną jazzowej furii, nagranie obok którego nie sposób przejść obojętnym! Muzycy: Bartosz Czarniecki - alto saxophone Anna Roemer - guitar Michał Nienadowski - double bass Emil Thorenfeldt - drums