» Materiały dla 14.04.2020 » Strona 8

Tracklista:1. On the Loose2. Humble Stance3. The Perfectionist4. Compromise5. Cat Walk6. Ice Nice7. The Flyer8. Time's Up9. Wind Him Up10. Scratching the Surface11. It's Time12. The Pitchman13. Don't Be Late14. You're Not Alone15. A Brief Case16. Careful Where You Step


  • Wykonawca Saga
  • Data premiery 2018-06-01
  • Nośnik CD / Album
Więcej

Niezwykła i wyjątkowa twórczość wybitnego polskiego kompozytora młodego pokolenia Pawła Mykietyna natchnęła zespół Warsaw Modern Duo do realizacji niniejszej płyty. Duet działa już od ponad dziesięciu lat. Oprócz koncertów, ma na swoim koncie sukcesy artystyczne: jest laureatem Ogólnopolskiego Konkursu Interpretacji Muzyki Francuskiej w Łodzi, został też wyróżniony nagrodą JM Rektora tamtejszej Akademii Muzycznej. Jest także laureatem Międzynarodowego Konkursu Współczesnej Muzyki Kameralnej im. K. Pendereckiego w Krakowie. Repertuar zespołu jest urozmaicony, niemniej współczesna literatura kameralna zajmuje w nim szczególne miejsce.


  • Wykonawca Warsaw Modern Duo
  • Data premiery 2013-11-29
  • Nośnik CD
Więcej

Dawno nie byłam w kinie na filmie, po którego zakończeniu cała sala wciąż siedziała w swoich fotelach. Dlaczego? Bo takie zrobił na nas wrażenie. „Popiełuszko” to wspaniała, wzruszająca, a przede wszystkim prawdziwa historia księdza, który zmienił ówczesne czasy. Muszę przyznać, że gdy wybierałam się na tę produkcję, niewiele się po niej spodziewałam. Bałam się, że będzie to ...
Więcej

Jest rok 2012, Robert Neville (Will Smith) jest prawdopodobnie jedynym żyjącym człowiekiem w opustoszałym przez wirus Nowym Jorku, a być może na całym świecie. Nieudolnie starając się znaleźć szczepionke na śmiertelna zaraze, na którą sam z niewiadomych przyczyn jest odporny walczy o przetrawianie z wrażliwymi na promieniowanie ultrafioletowe “zakażonymi”, którzy stracili resztki swojego człowieczeństwa. Jego jedynym towarzyszem jest wierny pies Sammantha, który pomaga mu w zdobywaniu pożywienia, o które wcale nie jest tak łatwo.
Film jest kolejną adapracją książki “Nowe Barwy Mesjasza” napisanej przez Richarda Mathesona. Jest to wzruszająca opowieść człowieka, który w obliczy niebezpieczeństwa boryka się nie tylko z zagrożeniami płynącymi z zewnątrz ale także z samym sobą, pustką i samotnością.
Sama fabuła i “charakter” filmu bardzo mnie urzekła, jednak efekty specjalne pozostawiają sobie wiele do życzenia. W niektórych momentach można odnieść wrażenie, że na ekranie mamy do czynienia z urywkami gry komputerowej, bądź filmu animowanego, ale świetna fabuła w stu procentach rekompensuje nam te drobne niedopatrzenia.
Na pierwszy rzut oka film może się wydawać denną opowieścią o walce człowieka z armią pożerających wszystko co się rusza stworzeń, co można było zobaczyć w produkcjach typu “Resident evil”. Jednak cały film porusza zupełnie inna tematyke, a mianowicie ludzką psychike. Fani filmów grozy raczej nie będą mieli czego tutaj szukać, ale jeśli mamy ochotę na spędzenie wieczoru przy czymś głębszym to zapraszam serdecznie do kin.
Will Smith, po filmie “W pogoni za szczęściem” znów wcielił się w role troche mniej komediową. Wydaje się, że powoli odchodzi od takich ról jak w filmie “Hitch”, czy “Bad boys”. Gdybym miał wybierać w jakich rolach bardziej się sprawdza maiłbym ogromny dylemat, ale trzeba mu przyznać, że potrafi zarówno wzruszać do łez, jak i wspaniale rozbawić.

Więcej

Filmem, który właśnie recenzuję jest film amerykańsko-węgiersko-brytyjskiej produkcji pod tytułem - “Eragon”. Film ten jest ekranizacją książki o tym samym tytule, autorstwa młodego pisarza - Christophera Paolini’ego.
Czytałem dużo pochlebnych recenzji na temat tej książki, dlatego zamierzałem ją kupić i przeczytać…jednak do dziś dnia nie znalazła się ona na mojej półce.
Wstrzymywałem się z kupnem tej powieści głównie z tego powodu, że jakoś nie wierzyłem by “dziecko” mogło napisać dobrą książkę. W chwili obecnej, po obejrzeniu filmu obawiam się, że ta książka nigdy nie stanie na mojej półce, a to za sprawą tego, że film owy nie wywarł na mnie zbyt wielkiego wrażenia.
Za dużo w nim widziałem “Władcy Pierścieni” i “Harry’ego Pottera”. Nie mówię, że nie podobają mi się te filmy, jednak te podobieństwa mnie odpychały od “Eragona”.
Władcę pierścieni wiążę z ogólnym zarysem treści filmu. “Jedna osoba przejęła władzę nad światem i teraz zaczyna się wojna między dobrem i złem, które reprezentują dość paskudni ludzie (jeśli w ogóle są oni ludźmi) We Władcy Pierścieni były to Orki, ale ci ludzie z “Eragona” byli tak samo odrażający jak one. Wypisz wymaluj, główny temat Władcy Pierścieni. Co do Harry’ego Pottera, to chodzi mi o magię. Jedna różnica, że Harry potrzebuje różdżki do czarowania, a Eragonowi wystarczy ręka. Był moment, gdy Eragon miał przed sobą zamknięte drzwi. Od razu naszła mnie myśl, że zaraz powie “Alohomora” (zaklęcia używane w “Harrym Potterze” do otwierania drzwi)…na szczęście Eragon użył innego zaklęcia, hehe
Może uznacie, że te porównania są trochę na siłę, ale poważnie, ciągle we filmie widziałem dwa filmy wymienione wyżej.
Dodatkowo Eragon tak jak i Harry nagle dowiedział się, że umie czarować i o dziwo tak jak i Harry bardzo szybko nauczył się używać tych czarów, dodatkowo wypowiadanych w innym języku…
…”Eragon”, no właśnie. To imię jest trochę dziwne jak dla człowieka, nie sądzicie? Nie wiem jak wy, ale ja znając tytuł i wiedząc, że jest to o chłopcu i o smoku od razu na myśl przyszło mi, że to smok dzierży tę imię. Podczas oglądania filmu moje zdziwienie było niemałe, gdy usłyszałem, że imienia tego użyto w stosunku do chłopaka, a nie do smoka.

Więcej

Świetna, bezpretensjonalna historia szesnastoletniej Juno, która podczas swojego pierwszego razu zachodzi w ciążę. W niezwykły sposób pochodzi do tej informacji. Nie załamuje się, a rozsądnie zastanawia się co zrobić. Nie podobne to do tak młodej dziewczyny. Nie idzie na łatwiznę, postanawia nie usuwać ciąży. Powód co prawda jest dość prozaiczny, gdyż idąc na zabieg, od jednoosobowej manifestacji w postaci koleżanki z klasy, dowiaduje się, że jej sześciotygodniowy płód ma już paznokcie. Za radą najlepszej przyjaciółki Lei postanawia znaleźć dla nienarodzonego dziecka bezdzietne małżeństwo, które zgodziłoby się je adoptować. Wkrótce natrafia na pasującą do jej oczekiwań parę, Marka i Vanessę.
Z Markiem od razu udaje się jej znaleźć wspólny język, natomiast z jego żoną jest dość ciężko. Ta, boi się, że June zrezygnuje w ostatniej chwili. Nic bardziej mylnego, młoda dziewczyna jest zdecydowana w 104% o tym, że nie jest gotowa zostać jeszcze matką.
Dość śmiesznie przedstawieni są rodzice nastolatki. Gdy dochodzi do rozmowy, podczas której dziewczyna chce powiedzieć im o ciąży, Ci zawiedzeni mówią, że woleliby, żeby została wyrzucona ze szkoły, albo była uzależniona od narkotyków. Jednak szybko odnajdują wspólny język i darzą córkę wsparciem.
Dość poboczną rolę odgrywa ojciec dziecka - Paulie Bleeker, który jest najlepszym przyjacielem June. Przez dłuższą część ciąży jest on nieobecny. Ta odnajduje przyjaciela w Marku. Świetnie się dogadują, mają podobne zainteresowania, lubią po prostu spędzać ze sobą czas.
Nie jest to historia, w której namawia się młode dziewczyny do porzucenia dziecka, usunięcia, która by tłumaczyła, że ciąża nie jest żadnym problemem, nie pokazuje, że to prosta sytuacja. Ten film w dość banalny, a zarazem mądry sposób pokazuje, że ciąża to po prostu nie koniec świata. Że zawsze znajdzie się ktoś, do kogo można się zwrócić, porozmawiać, poprosić o pomoc. Pokazuje też, że aborcja nie jest ostatecznym rozwiązaniem w takiej sytuacji. I to należy w nim docenić. Ponieważ ile teraz szesnastolatek zachodzi w ciążę i nie wie co z tym fantem zrobić? Wydaje mi się, że dużo więcej niż powinno. Jeśli kiedykolwiek tak młode dziewczyny są na to gotowe.
Jest jeszcze jeden dość zabawny element filmu. Otóż następuje taki mały przewrót akcji w kontekście katolickim. Według tej wiary stosowanie środków zabezpieczających, jakichkolwiek, czy prezerwatyw, czy tabletek – jest grzechem. Tutaj bohaterowie tego grzechu nie popełnili, co jakby ogólnie umniejsza ich grzech w tej perspektywie.
Należy zwrócić uwagę na bardzo swobodną grę aktorską, która powoduje, że sami czujemy się członkami, bohaterami filmu. Że zastanawiamy się ‘co by było gdyby’. Przybliżają nas do siebie prezentując się jako ‘normalni nastolatkowie’. Stawiani oni są na równi ze swoimi widzami – rówieśnikami, nie czują się lepsi. Po prostu są sobą. Nic bardziej nie zachęca do oglądania. Ellen Page, odgrywająca rolę June, głównej bohaterki, już w pierwszych minutach filmu wzbudza naszą sympatię. Ta jej energia, spontaniczność. Oby jej dalsza kariera rozwijała się szybko i owocnie.
Muzyka również jest świetna. Chętnie się wsłuchuje, dzięki czemu ogląda się z jeszcze większą lekkością.
Film nie jest nacechowany negatywnie. Przeciwnie. Przepełniony jest optymizmem. Dowiadujemy się z niego, że nawet z najbardziej podbramkowych sytuacji można wyjść i dobrze je rozwiązać. Zdecydowanie polecam, jako dowód, że amerykańskie komedie wysokobudżetowe, nie zawsze są puste i beztematowe.

Więcej

Album eksplorujący ciekawą relację między saksofonem, a ludzkim głosem, a także ogromne możliwości instrumentu, który pobudza wyobraźnię współczesnych kompozytorów. Efekt brzmieniowy nadzwyczaj ciekawie sprawdza się zarówno w przypadku renesansowych kompozycji polifonicznych, jak i nowszych dzieł.


  • Wykonawca Corkin Sam
  • Data premiery 2016-11-15
  • Nośnik CD
Więcej

Reedycja na płycie winylowej czwartego studyjnego albumu genialnych, popowych eksperymentatorów z Baltimore. Materiał miał premierę w 2003 roku. Było to pierwsze wydawnictwo, na którym pojawili się wszyscy czterej członkowie Animal Collective, czyli Avey Tare (David Portner), Panda Bear (Noah Lennox), Geologist (Brian Weitz) oraz Deakin (Josh Dibb). "Here Comes The Indian" kipi niesamowitą energią, czymś, co określano naenergetyzowanym chaosem, który wziął się zapewne stąd, że wszystkie kompozycje muzycy zarejestrowali na żywo w ciągu zaledwie trzech dni.Tracklista:Side A1. Native Belle Animal Collective 2. Hey Light Animal Collective 3. Infant Dressing Table Animal Collective 4. Panic Animal CollectiveSide B1. Two Sails On A Sound Animal Collective 2. Slippi Animal Collective 3. Too Soon Animal Collective


  • Wykonawca Animal Collective
  • Data premiery 2017-01-27
  • Nośnik Płyta Analogowa
Więcej
Wspaniały przykład przedstawienia ignorancji ekonomicznej jako zalety. Fabuła jest prosta, bo to w sumie znośny filmik na zaśnięcie. Bogata damulka odkrywa że lenistwo jej męża nie wynika z bogactwa tylko z bezrobocia, jedno konto jest wyczyszczone, drugie zadłużone. Damulka musi więc zrobić najgorsze, by utrzymać status - pójść do pracy, a że jedyne co potrafi to narzekać na przyjęciach i wystukiwać pin karty męża, nie może liczyć na pracę lepszą niż sprzątaczka. Taką też dostaje, jednak żeby napięcie filmu nie osiągnęło poziomu wiadra z mopem, obiektem w którym damulka sprząta jest oddział banku federalnego, w którym dokonuje się spalenia banknotów nie nadających się do dalszego użytku.
Konserwująca powierzchnie płaskie, pachnąca najnowszą linią zapachową Mr Propera, widzi codziennie sterty zielonych banknotów zamieniające się w szary proch. I tu okazuje się, że damulka jest mistrzynią intrygi - opracowuje “genialny” plan wykradzenia pieniędzy, w który wciąga dwie inne kobiety, już nie damulki, pracujące w tym samym oddziale. Potrzeba jest matką wynalazku wiadomo, dopóki Damulka mieszkała z bogatym mężem, wynalazków nie tworzyła, teraz w garnku pusto, czas więc wprowadzić plan w życie i na nowo stać się obrzydliwie bogatym.
Najciekawsza, dla mnie osobiście najboleśniejsza, scena tego filmu to rozmowa mająca miejsce zaraz po odkryciu przekrętu przez męża damulki. Jest to bowiem jedyny moment filmu, gdzie ktoś poddaje zachwyt nad pomysłem pod wątpliwość i analizę. Mąż, pewnie absolwent jakiejś szkoły, do niedawna pracujący za duże pieniądze, a więc trochę obeznany z procesem obrotu pieniędzmi, nie jest zwolennikiem nowej metody bogacenia się. Wspomina nawet coś o osłabieniu wartości pieniądza, tu przykładowo względem jena, lecz damulka pointuje słowami: “Zamierzam to dalej robić, jen musi sobie radzić sam”. Cięcie. Nowa scena, biedna koleżanka damulki posyła synka do prywatnej szkoły.
Od momentu, w którym damulka przekonała męża i zapewne część widowni do słuszności swojego procederu, wszyscy w filmie czerpią korzyści, upajają się nową jakością życia.
“Proceder recyklingu pieniędzy” jak nazywa swoją czynność jedna z bohaterek, jest w filmie solidnie umocowany i starannie usprawiedliwiany. Kobiety podprowadzające pieniądze są sympatyczne, strażnicy zadufani, pozornie groźni i śmieszni. Same pieniądze wydawane są na realizacje marzeń, pomoc dzieciom, przy ciągłym podkreślaniu faktu, że i tak by się zmarnowały w piecu. Towarzyszyło mi tymczasem wrażenie, że trzy bohaterki popełniają tutaj gorsze przestępstwo niż gdyby okradły prawdziwy bank, napadły na Fort Knox, czy zrobiły jakiś gigantyczny przekręt podatkowy. W dobrym filmie o skoku na bank, bohaterowie okradają kogoś, dokonują konkretnej zbrodni, sympatyczne ale zawsze zbiry, mają motywacje wykraczającą poza pomnożenie ilości zer na koncie. Co “moralnie najważniejsze” nie promują kradzieży jako powszechnego sposobu zarabiania na życie. Grająca damulkę Diane Keaton powinna to wiedzieć, w końcu to jej w “Ojcu chrzestnym” Al Pacino powtarzał co chwilę, że już za moment interes będzie legalny. Poza tym z punktu widzenia rynku, nie jest ważne czy dany milion ukradnę i wydam ja, czy wyda go kolega, który go zarobił.
Tu mamy kolegę, który zarobił i mnie który ukradł, a obaj po milionie wydaliśmy. Zupełnie jakby ukrytym celem filmu było przekonanie widza do powszechnej polityki dodrukowywania pieniędzy. “W końcu za te pieniądze lecące w ogień można by parę świetlic robotniczych postawić i dzieciom ołówki do szkoły zakupić”. W filmie nawet nie wspomina się, że na każdego spalonego podartego dolara, mennica wypuszcza nowiutkiego i tak w prosty sposób poziom się utrzymuje. Jakie są efekty wprowadzania w obieg pieniędzy bez pokrycia można nie wiedzieć, jeśli przeżyło się całe życie w wolnorynkowym kraju, niestety nam, Polakom, ta wiedza jest dość bliska.
Zdaje sobie sprawę, że szkody jakie wyrządzają bohaterki mają znikome znaczenie w porównaniu z np. drukowaniem przez państwo miliardów w celu “ratowania” nierentownych przedsiębiorstw, jednak drażni mnie sama próba usprawiedliwienia, nawet na milionowych sumach.
Oprócz opisanej głupoty ekonomicznej, film posiada jeszcze jedną wartość negatywną, która w bezpośredni sposób przyczyni się do straty pieniędzy. Jest tak nijaki, że zaraz po projekcji można zapomnieć o filmie, a nazajutrz, że trzeba coś w ogóle oddać do wypożyczalni. Nie pozwólcie się okraść przez ten film.
Więcej